Już jesteśmy na miejscu i teraz odpoczywamy po iście herkulesowej pracy związanej z rozbijaniem obozu.
Ale po kolei. Drugiego dnia we Francji mieliśmy przedsmak ciepełka,
które na nas czeka w Hiszpanii. Nocowaliśmy na fajnym kempingu La
Grange Neuve obok parku safari, ale okazało się, że w tym parku to
były 2 strusie, jeden bawół, około 10 antylop i dwa dromadery - a
przynajmniej tylko tyle widać było zza kempingowego płota.
Ale kemping fajny i do wieczora całkowicie zapełnił się
przejeżdżającymi emerytami.
Hiszpania
powitała nas słońcem i tradycyjnie wiatrami na granicy, ale zbyt
mocno tym razem nie wiało.
Pierwszy nocleg zrobiliśmy w Peniscoli na kempingu Los Pinos,
zajmując jedno z nielicznych wolnych miejsc, zjedliśmy w
kampingowej restauracji obiado-kolację i w następnym dniu
zameldowaliśmy się w Lo Monte.
Zenek najbardziej obawiał się o stan przyczepy po półtorarocznym
parkowaniu na świeżym powietrzu. Ale okazało się, że przyczepa
jest w doskonałym stanie - koła miały powietrze, ściany boczne w
miarę czyste, tylko dach wyglądał na trochę zabrudzony.
Poprosiliśmy więc obsługę o zaciągnięcie przyczepy na
stanowisko i zaraz po pysznym obiadku (zjedzonym w knajpce)
zabraliśmy się za jej rozpakowanie. Do wieczora udało nam się
powynosić wszystkie rzeczy, uruchomić rowery i ustawić przyczepę
na docelowym miejscu. Pierwszą noc spędziliśmy jeszcze w kamperze,
bo czasu już nie starczyło na posprzątanie środka.
A w piątek ja posprzątałam środek, a Zenek zajął sie kompletowaniem śledzi i kołków do postawienia przedsionka. Wieczorem urobieni po łokcie mieliśmy koniec.
W sobotę rano chcieliśmy zrobić zakupy w miejscowym markecie, ale okazało się, że Hiszpanie świętują i nawet sklepy mają pozamykane. Obeszliśmy się więc smakiem na świeże warzywka i na obiad musiałam zrobić makaron z sosem z pomidorów, który mieliśmy na stanie w kamperze.
Resztę soboty i dziś w niedzielny poranek udało nam się poprzenosić wszystkie ciuchy i inne rzeczy z kampera, tak więc mamy koniec roboty i można ogłosić dolce far niente, jak mawiają Włosi.