czwartek, 25 grudnia 2025

25 grudnia Boże Narodzenie - 8 tydzień

No to się obijałam ponad miesiąc z pisaniem, ale nie chciało mi się ciągle pisać o wyprawach rowerowych po zakupy czy nad morze. W zasadzie w tym roku zmagamy się z bardzo zmienną pogodą, ale o tym później. Teraz święta!!

Na Wigilię byliśmy zaproszeni do znajomych mieszkających w apartamencie w Torreviecha. Było tak:

od lewej: piernik, makowiec i sernik. Wszystkie ciasta piekła Ela, a my też mieliśmy swój wkład bo przez całą Italię wieźliśmy polską mąkę do wypieków i inne składniki -  Ela piecze tylko ze sprawdzonych składników. 
Były też ryby, sałatki, kapusta z grzybami, zapiekanka rybna, kompot z suszonych owoców, tak tradycyjnie po polsku. I na koniec barszczyk z uszkami. 

A dziś pierwszy dzień świąt i padać zaczęło już w nocy i padało cały dzień.  Rano mieliśmy małą powódź w przedsionku, bo teren nierówny i trochę wody się zbiera przy większych deszczach. Przewidywania pokazywały 40 litrów na metr kwadratowy i jak mówią w Internecie to najbardziej deszczowe święta od 1931 roku, gdy spadło 100 litrów! Chcieliśmy pojechać rowerami zobaczyć ile wody jest w rambli, ale na dworze tylko 8 stopni i do tego zimny wiatr. Więc dziś siedzimy w ciepłej przyczepie i czekamy na ocieplenie. Jutro następna wizyta i zaproszenie tym razem na bigos i znów ma być przepyszny sernik. Bardzo lubimy miejscowe jedzonko, ale smaki dzieciństwa też mają swój urok, szczególnie w święta. 

Przez ten miesiąc mieliśmy kilka dni prawdziwie letnich, z temperaturami powyżej 20 stopni, były też dni z bardzo zimnym wiatrem z północy. Czasem padał deszcz i świeciło słońce jednocześnie, a przy południowych wiatrach zabierało malutkie plaże przy klifach. 

W zasadzie to bardzo nie narzekamy na pogodę, bo i tak jest lepiej niż w Polsce i do tego czyste powietrze, a jak trzeba jechać na zakupy, to mamy ze sobą wiatro-odporne norweskie kurtki, więc nie ma problemu. 
Przed nami jeszcze Nowy Rok i Święto Trzech Króli, które tu jest ważniejsze niż Boże Narodzenie. Może uda się pójść na paradę w mieście, o ile pogoda będzie łaskawa. 

sobota, 22 listopada 2025

22 listopada - 3 tydzień

Zimno nadeszło z północy. W Polsce w górach opady śniegu do pół metra, w reszcie kraju ujemne temperatury, a i u nas zimne powietrze daje o sobie znać. W nocy mieliśmy tylko 6 stopni, dziś nie będzie cieplej niż 15 w ciągu dnia. Polarne powietrze też przyniosło opady śniegu w północnych częściach Hiszpani - dobrze, że nie tu. Mamy nadzieję, że przyszły tydzień będzie cieplejszy, choć do końca nie ma co narzekać, bo mamy bezchmurne niebo i słońce przez cały dzień, a w przedsionku to nawet trzeba było otworzyć okna, bo jest za ciepło.

W tym tygodniu wreszcie mogłam pochodzić na ćwiczenia basenowe, ale cały następny tydzień basen będzie zamknięty. Tak wyglądają zrelaksowane babcie i jeden dziadek po godzinie fikania w wodzie. 
Przyszły tydzień będzie pod znakiem wycieczek rowerowych i spacerów do morza.

niedziela, 16 listopada 2025

16 listopada - 2 tydzień

Zamiast tygodniowych zaległości mam prawie dwutygodniową lukę w pisaniu. Ale po kolei: 4 listopada przyjechaliśmy do Lo Monte. Czekał na nas smaczny obiad - Ilona i Antek tym razem poczęstowali zmęczonych wędrowców posiłkiem. Potem ciężka praca przy rozbijaniu obozu, jak zwykle, zresztą. W piątek mieliśmy prawie wszystko przeniesione z kampera do przyczepy, wszystko oprócz lodówki. W tym roku czekała nas niespodzianka - lodówka w przyczepie powodowała zwarcie i brak prądu. Telefon do firmy serwisowej pozbawił nas złudzeń na szybki serwis - no cóż Hiszpania. W sumie czekaliśmy 10 dni i dopiero w piątek 14 dojechał majster. Lodówka działa i teraz można robić większe zakupy. W piątek był jeszcze wypad na rynek po oliwki - w tym roku są bardzo duże, mięsiste i oczywiście jak zwykle pyszne:

a potem Zenek się rozchorował, dostał trochę gorączki i solidny katar, a ja starałam się postawić go na nogi, bo od poniedziałku mieliśmy zapowiedzianą wizytę rodzinną. Karol z Moniką i młodszą córką, Lilą przylecieli do nas na prawie cały tydzień. Wynajęliśmy im domek na terenie kempingu, no ale wiadomo całe życie rodzinne toczyło się u nas. Młodzi jeździli sobie po okolicy oglądając domy, a ja opiekowałam się Lilką. Chodziliśmy codziennie na basen i to była największa atrakcja. Lila pływa jak mała żabka i w ogóle nie boi się wody. 
W piątek Lila namówiła tatę na basen, więc są zdjęcia. A w sobotę Monika zabrała wszystkich na prawdziwe  plażowanie - pogoda była wspaniała, pełne słońce i 25 stopni. Dziś już niestety wrócili do zimnej rzeczywistości w Polsce (6 stopni i deszcz), a my teraz odpoczywamy i cieszymy się, że u nas ciepło i słonecznie. 

niedziela, 2 listopada 2025

2 listopad - już Hiszpania

Jak zwykle pod koniec wycieczki zanika mi obowiązkowość w dokumentowaniu naszej podróży. Tak, że dziś podsumowanie kilku ostatnich dni.

We Francji trochę zmarzliśmy, solidnie nas przewiało, więc postanowiliśmy wcześniej pojechać gdzie jest ciepło. Od trzech dni jesteśmy w Marina d'Or i cieszymy się z ładnej pogody.

Byliśmy tu przejazdem już kilka razy, a miejsce jest świetne pod względem rowerowym - w każdą stronę można robić wycieczki, tak, że od trzech dni jeździmy na długie wyprawy do południa, a po południu odpoczywamy nabierając sił przed przyjazdem do Lo Monte. Na docelowym kempingu będziemy 4 listopada i potem będzie kilka intensywnych dni wypełnionych rozbijaniem obozu zimowego. 

A teraz trochę zdjęć z wycieczek: dwie wieże Torre del Rei, Torre de la Sal i latarnia morska

morze wyjątkowo spokojne, z przepięknymi kamieniami na plaży,
trochę otaczającej nas przyrody: granaty i oliwki
Oliwki są gotowe do zbiorów. W kilku miejscach widzieliśmy jak się to odbywa: pod drzewem rozścielana jest wielka płachta, a owoce strząsa się przy pomocy elektrycznych wstrząsarek. Potem pakują do worków lub skrzynek, no i potem możemy sobie kupić oliwę lub oliwki w słoiku. 
Jeszcze zdjęcie figi i wielgachnej juki, którą wypatrzyłam przy jednym z domów. Figa była w zasięgu ręki, więc pozwoliłam ją sobie zjeść. 
Trafiliśmy też na jedną wiejską drogę z "galerią sztuki". Jakiś miejscowy artysta wyżył się w malowaniu domów i płotów - tematyka albo religijna, albo krajoznawcza pewnie na zamówienie.
Pogoda w ostatnich dniach była doskonała, 25 stopni w dzień, słońce i prawie w ogóle nie było wiatru. Na Halloween zjechało się trochę Hiszpańskich rodzin, ale na kempingu było raczej spokojnie.
A dziś uczciliśmy urodziny Zenka smacznym tiramisu i dobra kawą w knajpce przy szlaku rowerowym. 
Jutro jeszcze zrobimy ostatnie zakupy, a we wtorek przyjazd na Pilar de la Horadada. Następna relacja pewnie będzie za tydzień, po rozłożeniu przyczepy. 

poniedziałek, 27 października 2025

27 październik - Saintes-Maries-de-la-Mer

Kemping, na którym stanęliśmy - La Brise de Camargue - jest ogromny i w dalszym ciągu dość dużo stanowisk jest zajętych. Jest gdzie pojeździć rowerami i jak ktoś lubi długie spacery to też jest gdzie pochodzić. Wczoraj poszliśmy na zwiedzanie miasteczka - była niedziele i prawie wszystkie parkingi były zajęte. Miasteczko jest urokliwe. Dawniej wioska rybacka, dziś ośrodek turystyczny, ale historią sięga do IV wieku. Najokazalszą budowlą jest kościół, który nazywa się tak samo jak miasteczko, czyli Trzy Marie z Morza. 

Krętymi schodami weszliśmy na dach kościoła i można było podziwiać widoki po horyzont.
Kościół został budowany od IX do XII wieku jako forteca i schronienie w razie najazdów, a dziś jest głównym miejscem kultu religijnego Romów nie tylko z Francji. 
Pod głównym ołtarzem jest dodatkowe pomieszczenie też z ołtarzem i figurą św. Sary, która jest patronką Romów.
Najsłynniejszą osobą związana z miasteczkiem jest Vincent van Gogh. Kilka jego obrazów powstało tutaj, a to jeden z nich - niestety tylko kopia, bo oryginał jest w Zurychu 
Trafiliśmy na tę kopię oglądając te małe domki - jest tu cała uliczka, gdzie stoi ich cały rządek.
Marina nie jest taka okazała jak w San Remo i głównie były jachty żaglowe i nic dziwnego, bo po tych otwartych przestrzeniach wiatr hula przez cały czas.
Okolica słynie z hodowli byków i koni, które rodzą się brązowe , a w wieku 4-5 lat linieją i są białe. I faktycznie, widzieliśmy kilka pasących się w czasie podróży tutaj i wszystkie były z białym umaszczeniem.

A dziś zrobiliśmy sobie wycieczkę rowerową wzdłuż brzegu morza i na słonych rozlewiskach trafiliśmy na kilka stad flamingów.
Fajnie nam się jechało tam, ale z powrotem było pod wiatr. Dobrze, że mamy rowery elektryczne, to mieliśmy wspomaganie.
I na koniec coś pysznego - czekoladowy fondant, który został upieczony na zamówienie i warty był dłuższego oczekiwania. Niebo w gębie.