niedziela, 16 listopada 2025

16 listopada - 2 tydzień

Zamiast tygodniowych zaległości mam prawie dwutygodniową lukę w pisaniu. Ale po kolei: 4 listopada przyjechaliśmy do Lo Monte. Czekał na nas smaczny obiad - Ilona i Antek tym razem poczęstowali zmęczonych wędrowców posiłkiem. Potem ciężka praca przy rozbijaniu obozu, jak zwykle, zresztą. W piątek mieliśmy prawie wszystko przeniesione z kampera do przyczepy, wszystko oprócz lodówki. W tym roku czekała nas niespodzianka - lodówka w przyczepie powodowała zwarcie i brak prądu. Telefon do firmy serwisowej pozbawił nas złudzeń na szybki serwis - no cóż Hiszpania. W sumie czekaliśmy 10 dni i dopiero w piątek 14 dojechał majster. Lodówka działa i teraz można robić większe zakupy. W piątek był jeszcze wypad na rynek po oliwki - w tym roku są bardzo duże, mięsiste i oczywiście jak zwykle pyszne:

a potem Zenek się rozchorował, dostał trochę gorączki i solidny katar, a ja starałam się postawić go na nogi, bo od poniedziałku mieliśmy zapowiedzianą wizytę rodzinną. Karol z Moniką i młodszą córką, Lilą przylecieli do nas na prawie cały tydzień. Wynajęliśmy im domek na terenie kempingu, no ale wiadomo całe życie rodzinne toczyło się u nas. Młodzi jeździli sobie po okolicy oglądając domy, a ja opiekowałam się Lilką. Chodziliśmy codziennie na basen i to była największa atrakcja. Lila pływa jak mała żabka i w ogóle nie boi się wody. 
W piątek Lila namówiła tatę na basen, więc są zdjęcia. A w sobotę Monika zabrała wszystkich na prawdziwe  plażowanie - pogoda była wspaniała, pełne słońce i 25 stopni. Dziś już niestety wrócili do zimnej rzeczywistości w Polsce (6 stopni i deszcz), a my teraz odpoczywamy i cieszymy się, że u nas ciepło i słonecznie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz