piątek, 13 marca 2015

 Zrobiliśmy dziś rekonesans po okolicy i okazało się, że trafiliśmy do "miasteczka wakacji" Marina d'Or. Przepis na takie miasteczko jest następujący:
- wybierz pas wybrzeża z ładną plażą, najlepiej piaszczystą
- wytycz ulice równoległe do brzegu morza, obsadź ulice palmami
- postaw wielkie hotele i apartamentowce pomiędzy ulicami
- wybuduj tyle barów, restauracji, pizzerii, kafejek, butików, sklepów z pamiątkami ile się da
- nie zapomnij o milusińskich - zrób co kawałek place zabaw i ogrody
- pamiętaj też o basenach, centrach spa - nie wszyscy lubią kąpać się w morzu, kortach tenisowych...
i na koniec znajdź chętnych na te wszystkie atrakcje.
Poniżej jest link do zdjęć, których nie udało mi się zrobić:
http://www.marinador.com/en/discover-the-new-marina-dor-in-15-images

A teraz moje fotki:
Wczoraj, gdy zjechaliśmy z głównej drogi przywitała nas taka budowla pośrodku ronda
i na pewno jest dość charakterystycznym punktem stojącym na końcu miasta wakacji.
Początek miasta jest w tej samej wizji artystycznej:
a pomiędzy ulice ozdobione milionem światełek - i tylko szkoda, że jeszcze przed sezonem i nikt ich dla nas nie zaświeci.
Ulice są puste, gdzie niegdzie snują się przedsezonowi turyści i tylko widać ludzi pielęgnujących zieleń - jak widać ulice już są obsadzone kwiatami
i nawet na skwerkach można spotkać pomarańcze
Wycieczka rowerowa udała się (ok 16 km tym razem autentycznie po płaskim) i fajnie się jeździło, bo na ulicach i chodnikach nie było ani samochodów ani ludzi. 

czwartek, 12 marca 2015

Od dwóch dni mamy kompletnie bezchmurne i niebieściutkie niebo. Wczoraj w ciągu dnia było powyżej 20 stopni, ale ranki i wieczory są jeszcze chłodnawe - jak na standarty południowe, oczywiście. Dziś pojechaliśmy dalej i teraz zainstalowaliśmy się na kampingu:
Jesteśmy powyżej Castellon de la Plana na wybrzeżu o mauretańskiej nazwie Costa del Azahar.
Morze wygląda tak:
i plaża nawet miejscami jest piaszczysta. Ale głównie to są kamienie, doskonale oszlifowane przez morze.
Jadąc tu mijaliśmy gaje pomarńczowe - próbowałam zrobić jakieś przyzwoite zdjęcie, ale Zenek jechał za szybko i tylko to mi się udało. Pomarańcze sprzedają na każdej stacji benzynowej, oraz w przydrożnych tymczasowych stoiskach. Za kilka euro można kupić cały worek.
Kamping jest zapełniony w ok 70%, ma czynne baseny, fajną restaurację i program dla gości. Dziś na przykład jest w menu paella z grilowanym mięsem, a po południu bingo - karty do gry i wygrane za darmo. Jutro będzie można popróbować różnych tapas do muzyki na żywo. 
Zobaczymy co ciekawego będzie w przyszłym tygodniu.
Po prawej widać naszego kamperka, parcelę mamy dość dużą, a za sąsiadów Francuzów, Niemców i Anglików. Jutro ruszamy rowerami na zwiedzanie okolic, więc będzie świeża porcja zdjęć.

wtorek, 10 marca 2015

Pojeździliśmy dziś na rowerach. Rano było trochę chłodniej, ale w południe niebo całkowicie się rozpogodziło i znów mamy powyżej 20 stopni. Pojechaliśmy do miasteczka po pomarańcze i udało mi się zrobić trochę zdjęć:
to jedna z maleńkich plaż, które można spotkać wzdłuż wybrzeża
to widok w drugą stronę - pokazuje zatoczki i kamieniste poszarpane brzegi
oraz miasteczko rozświetlone słońcem
Jest też akcent przyrodniczy:
kwitnąca lawenda i czapla

poniedziałek, 9 marca 2015

Rano pojechaliśmy rowerami do miasteczka - ok 3,5 km - po świeże warzywa do obiadu. Miasteczko malutkie, w porcie trochę kutrów rybackich i kilka bardziej turystycznych jednostek. Zrobiłam zdjęcie pięknego żaglowca
i Zenka na tle portu
Kupiliśmy też pomarańcze - cena taka jak u nas, ale za to smak o niebo lepszy!!!! Słodkie i soczyste - pychotka.

sobota, 7 marca 2015

Dziś mamy prawdziwe lato - jest 21 stopni w cieniu, słońce świeci cały czas i ustał wiatr. Poszliśmy na druga plażę - też jest kamienista i raczej nie nastraja do plażowania.
Dobrze, że nie musimy tu być w czasie sezonu, bo już oczyma wyobaźni widzę te tłumy turystów próbujących się tu opalać!
A dziś byłam sama 
nie licząc "pociągu" gąsienic, na które natknęliśmy się na okolicznych skałkach - ciekawe, gdzie tak sobie wędrowały???
Pospacerowaliśmy sobie po okolicy i najwięcj jest tu kamieni i praktycznie gleby nie ma wcale. W okolicy przeważają gaje oliwne i winnice, ale zarówno  oliwki jak i winogrona lubią kamieniste podłoże. A czerwone wino hiszpańskie jest smaczne, przynajmniej to, które do tej pory spróbowaliśmy.
I na koniec zdjęcie sąsiedniej hacjendy - domek na wzgórzu z pięknym widokiem na morze.