poniedziałek, 22 lutego 2016

Ćwiczymy się w nic nie robieniu - tak jak większość okolicznych emerytów na kampingu. Choć dziś by stłumić wyrzuty sumienia, pojechaliśmy do sklepu oddalonego o 5 km by zrobić zakupy. Na obiad kupiliśmy hiszpańską wołowinkę na grila (zabiłem byka, cóż to dla mnie byk....) i teraz znów się byczymy (po tej wołowince, no i butelce dobrego winka). Pogoda robi się coraz bardziej hiszpańska, dziś biegałam w krótkich spodenkach i z krótkim rękawkiem, choć słońce jest takie troszkę zamglone.
Większość emerytów rezydujących tutaj wspomaga się elektrycznością w rowerach, ale dużo osób jeździ takimi pojazdami:
To jest wersja dwuosobowa, są też jedno osobowe, bardziej lub mniej komfortowe.
Młodsi próbują modele bardziej XXI wieczne.
My tradycyjnie na rowerkach.

sobota, 20 lutego 2016

Zwiedzania ciąg dalszy - dziś była wycieczka na koniec drugiej plaży (patrz lokalizacja), razem 9,5 km w jedną stronę. Jest panorama całego miasta:
Pogoda nam dopisała, choć ciągle wieje dość zimny wiatr. Turystów całe mnóstwo, niektórzy w krótkich gatkach i japonkach, a inni w ciepłych kurtkach i czapkach wełnianych.
Plaże w Benidorm są dwie, a po środku skała, marina i stare miasto.
To widok na lewo - playa de Levante i prawo - playa de Poniente
a pośrodku coś dla turystów - Balcon de Mediterraneo
Benidorm był normalną wioską rybacką do lat 60-tych ubiegłego wieku, a potem zaczął się bum turystyczny i dziś jest na pierwszym miejscu w świecie jeśli chodzi o ilość drapaczy chmur na jednego mieszkańca. Razem jest ponad 350 budynków wyższych niż 12 pięter.
A to najwyższy - zwany Intempo - ma 200m wysokości. W zeszłym roku widzieliśmy go z drogi, a dziś, proszę w całej okazałości. A tam na górze to wiatr chyba głowę urywa!!!

czwartek, 18 lutego 2016

Dziś przestało wiać, więc wybraliśmy się na wycieczkę rowerową na plażę. Tak wyglądają wieżowce przy plaży:
A tu zdjęcie penthouse na jednym z nich i zdjęcie jednego z ciekawszych architektonicznie
Wzdłuż całej drogi z kampingu do morza był jeden nieprzerwany ciąg butików na zmianę z restauracjami, barami, sklepikami z chińskimi pamiątkami. I wszystko to otwarte i pełne turystów! Ciekawa jestem (ale na pewno nie będziemy sprawdzać) jak to wygląda w pełni sezonu. Generalnie jest tu bardzo dużo Anglików, tradycyjnie spotyka się Holendrów i gdzie nie gdzie trafi się jakiś Francuz, natomiast prawie w ogóle nie ma Niemców. I chyba w Benidorm sezon trwa cały rok. 
Dziś wycieczka skończyła się złapaniem gumy w zenkowym rowerze, tak więc musieliśmy wracać prawie 5 kilometrów na piechotę. Rower już naprawiony, jutro jak nie będzie padać, pojedziemy sobie w innym kierunku.

wtorek, 16 lutego 2016

Wróciłam do pisania. Ostatni tydzień był pod znakiem leczenia mojego przeziębienia, więc nie ruszaliśmy się z kampingu a i pogoda była taka trochę nie hiszpańska. Jak świeci słońce to można się opalać, ale wiatry są dość chłodne, to i najlepiej siedzieć w zaciszu.
Wczoraj przyjechaliśmy do Benidorm - to takie miasto na wybrzeżu Costa Blanca, przeważnie turystyczne. Jest tu chyba z 50 kampingów (w sezonie) i mnóstwo hoteli i apartamentowców. Istna Mekka dla turystów lubiących tłok. Objeździliśmy wszystkie 3 ACSI kampingi i odjechaliśmy z kwitkiem - wszystkie miejsca były na nich pozajmowane. Zdesperowani zaczęliśmy szukać miejsca na innych i okazało się, że znaleźliśmy kapming z ceną 15 euro, całkiem przyzwoity i chyba jedyny w okolicy na którym nie ma Niemców! Większość to Anglicy, a i jest też jeden kamper z Norwegii.
Dziś na niebie nie ma żadnej chmurki, słońce aż parzy, ale temperatura na zewnątrz tylko 15 stopni. W południe pojechaliśmy na szybkie zakupy w kurtkach, ale obok ludzie chodzili w krótkich spodenkach i bluzkach. Chcemy tu posiedzieć kilka dni, bo jest gdzie pojeździć rowerami. Cieplej ma się zrobić pod koniec tygodnia, więc więcej zdjęć będzie później. A dziś tylko kilka drapaczy chmur majaczących gdzieś na horyzoncie. Benidorm słynie z skyscraperów postawionych tuż przy plaży.

niedziela, 7 lutego 2016

Pierwszy wyjazd w tym roku rozpoczęliśmy 5 lutego. Przez 3 dni przejechaliśmy 1500 km i jesteśmy już we Francji, w miasteczku Tournon-sur-Rhone.
Dziś po drodze, choć lało niemiłosiernie, widać było pierwsze kwitnące drzewa - pewnie dzikie śliwki. A na kempingu mamy stokrotki, fiołki i jakiś krzew też w kiściach kwiatów.
Po południu wyszło słońce i taki mieliśmy widok z kamperka.
Jutro będziemy już w Hiszpanii.