wtorek, 23 maja 2023

2. Bamberg

Po porannej kawie ruszyliśmy na zwiedzanie Bambergu - to już drugi nasz pobyt w tym mieście. Sprawdziłam poprzedni wpis - jest z października 2017:  https://anna-i-zenek.blogspot.com/2017/ i jak widać pogodę mieliśmy bardziej słoneczną. Dziś było w sam raz na wycieczkę rowerową, ale niebo cały czas w chmurach. No cóż, taki mamy klimat. 

Do oglądania jest kilkanaście kościołów, stare miasto i oczywiście główna atrakcja - czyli Ratusz miejski. Ratusz jaki jest widać na zdjęciach: pośrodku brama, część z prawej strony z murem pruskim

i z lewej strony z freskami.
Do środka nie można było wejść niestety. Ciekawa jest historia budowy ratusza - powstał w XV wieku i został zbudowany na sztucznie usypanej wyspie, bo ówczesny biskup Bambergu nie chciał radnym przekazać ziemi na postawienie budynku. Zdjęcie ratusza zrobione na  jednym z licznych mostów. Jak policzyłam, to jest ich około 20 - tych po których można przejechać samochodem jak i tych tylko dla pieszych. 

Bamberg powstał w IX wieku jako gród wojskowy, a w roku 1007 Henryk II Święty ustanowił w Bambergu biskupstwo. I tak oto powstało państwo biskupie i trwało aż do 1803, gdy przeszło na własność królów Bawarii. Po I wojnie światowej zostało włączone do Niemiec, a II wojna światowa obeszła się z miastem bardzo łagodnie, więc dziś możemy oglądać te wszystkie piękne i stare domy. 

Ślady państewka biskupiego można spotkać na każdym kroku, bo wiele domów ma swoich patronów

a w katedrze jest dłuuuuga lista wszystkich biskupów i tu znajduje się grób jednego z papieży -  Klemensa II, który był wcześniej  biskupem bamberskim. Jak zaglądnęłam w historię średniowiecznych Niemiec, to okazało się, że jest tam wiele ciekawych rzeczy, o których niestety zapomniało się od czasów szkolnych. W tamtych czasach istniało Święte Cesarstwo Rzymskie i było to jakby połączenie terenów ówczesnych Niemiec z Włochami. Cesarzy rzymskich namaszczał papież, ale wcześniej tego papieża desygnował na tron papieski władca Cesarstwa Rzymskiego. Czyli była to transakcja wiązana typu "ręka rękę myje". Jak podają źródła historyczne długość życia zarówno papieży jak i cesarzy była krótka, tak więc Klemens II po wstąpieniu na tron piotrowy żył niecały rok. Poniżej przegląd  wielkości Cesarstwa na przestrzeni wieków.
Potem był Napoleon, a w 1866 zjednoczenie Niemiec przez Bismarcka.
To tyle historycznych odnośników, a teraz o katedrze. Konsekrowana w 1012, a zbudowana przez Henryka II Święty, którego grobowiec też jest w katedrze. Pochowany razem z żoną Kunegundą, zresztą też świętą, bo oboje z mężem zostali kanonizowani w XII wieku.
Z ciekawych zabytków jest w archikatedrze trzynastowieczna rzeźba Jeźdźca Bamberskiego
oraz polski akcent - rzeźba Wita Stwosza
O innych zabytkach link dla rządnych wiedzy: https://pl.wikipedia.org/wiki/Archikatedra_%C5%9Bw._Piotra_i_%C5%9Bw._Jerzego_w_Bambergu

Pojeździliśmy sobie po mieście ciesząc się z elektrycznych rowerów, bo Bamberg położony jest na wzgórzach i często było pod górkę. A to kilka zdjęć z miasta

I jeszcze jeden polski akcent - rzeźba Igora Mitoraja

I na koniec zwiedzania wzięliśmy przykład z tego ptaszka, którego udało mi się sfotografować na jednym z mostów i poszliśmy na obiad.
Nasz był bardziej konkretny - Zenek mięcha z grilla a ja bawarską odmianę pizzy nazwaną brizza, bo zrobioną na cieście preclowym - brezel pizza - ot taki regionalny wynalazek. Była smaczna!

poniedziałek, 22 maja 2023

1. Ruszyliśmy się!

 Majowo-czerwcowa wyprawa wreszcie doszła do skutku. Planowaliśmy Włochy, ale padające deszcze i powódź w środkowych krainach spowodowały zmianę kierunku. 

Będzie Francja i dobrze, bo odkładaliśmy zwiedzanie już chyba za długo. 
A na razie pierwszy etap Leszno - Bamberg. Droga była paskudna, bo dużo korków i bardzo wolno się jechało. Ale jesteśmy - kemping Insel położony nad rzeką jest prawie pełny. Popatrzcie:


Pani w recepcji poinformowała, że autobusy do miasta nie kursują, bo jest strajk (sic). 
Jak to dobrze, że mamy rowery. Jutro wyprawa w poszukiwaniu ładnych widoków, zabytków i dobrego jedzonka.

piątek, 24 marca 2023

 Pod koniec pobytu bardzo się leniłam i nie chciało mi się nawet pisać. Ale pakowanie przebiegło sprawnie i w środę 15 marca wyjechaliśmy po obiedzie i w niedzielę byliśmy już w domu. Droga powrotna bez sensacji, prawie cały czas autostradami. Teraz trochę marzniemy, bo w Polsce zimno i brak słońca, ale idą święta i mam nadzieję, że się ociepli. Jak zdrówko pozwoli to może w kwietniu - maju pojedziemy do Italii znów się powygrzewać. 

piątek, 10 marca 2023

Znów mamy ciepło.

Nareszcie wróciły fajne temperatury - od kilku dni jeździmy na rowerach w t-shirtach i krótkich spodenkach. Najgorsze jest to, że trzeba się pakować i wracać do zimnej Polski, ale cóż, przyjedziemy tu z  powrotem jesienią. 

Dziś wieje bardzo silny i ciepły wiatr i na niebie znów się pojawiły fajne chmury. 

Wyglądają jak soczewki i faktycznie nazywają się chmury soczewkowate. Dziś morze spokojne, pomimo wiatru, bo wieje od strony lądu. I jest to w zasadzie dziwne - kilka dni temu mieliśmy prawie zero stopni nad ranem i lodowaty wiatr z północy, a teraz jest ponad 30 stopni w ciągu dnia. Ciekawe jak te zmiany klimatyczne będą się rozwijały w następnych latach. 

Plan pakowania i powrotu jest już ułożony, a w tym roku mamy gorzej, bo nie ma kampera, w którym można by zanocować. Tak więc do przyczepy będziemy wrzucali wszystko w ostatni dzień, tuż przed wyjazdem. Udało nam się powyjadać wszystko z lodówki, tak więc będzie "zero waste" jeśli chodzi o żywność. I dobrze, trzeba żyć choć trochę ekologiczne! 

W niedzielę idziemy na ostatni w tym turnusie obiad do Ilony i Antka, a od poniedziałku aż do wyjazdu to obiadki w restauracji. W tym roku pojedliśmy trochę obiadów w różnych restauracjach i jest jedno spostrzeżenie - Hiszpanie też stosują zasadę "nie podnosimy za bardzo cen, ale zmniejszamy porcje". Tak zwana shrinkflacja, jak w naszych sklepach ostatnio. W poprzednich latach trudno było czasem zjeść wszystko z talerza, a teraz luzik, bez problemów. Ale to może i dobrze, ubrania się przynajmniej nie kurczą. 

Na skarpach zaczyna być kolorowo, bo wszystko co może kwitnie - zdjęcie z dzisiejszej wycieczki rowerowej.

poniedziałek, 27 lutego 2023

Już jestem z powrotem

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu i w zasadzie jedynym usprawiedliwieniem jest to, że chyba nas trochę przymroziło. Nie, nie dosłownie, ale jak na warunki hiszpańskie to przez ostatni miesiąc mieliśmy paskudną pogodę. Całe szczęście, że słońce świeciło, to nie zapadliśmy w sen zimowy, ale przez większość lutego było bardzo wietrznie i naprawdę wiał zimny wiatr. Pewnie to efekt zmian klimatycznych i chyba trudno będzie przewidywać pogodę w Hiszpanii w latach następnych. Jak się trochę poczyta o kryzysie klimatycznym, to na pewno obiecują nam jakieś gwałtowne zjawiska typu silne wiatry, burze w styczniu i nawet opady śniegu na poziomie morza. Ale póki co to i tak jest tutaj cieplej niż w Polsce no i zdecydowanie więcej słońca mamy.

No dobrze, koniec narzekań. W ostatnim miesiącu zrobiliśmy sobie dwie dalsze wycieczki. Pierwsza do La Mangi i na półwysep Cabo de Palos.


Przejechaliśmy całą mierzeję wolniutko samochodem i podziwialiśmy kompleksowość zabudowy. Mierzeja jest dość gęsto zabudowana i to nie tylko małymi domkami. Większość to duże budynki, przeważnie hotele lub apartamenty na wynajem. Teraz to jest tam cisza i spokój, ale w lecie to pewnie jeden wielki wakacyjny koszmar. Dobrze, że na naszym Helu był zakaz komercyjnego budowania i mamy tam nadmorski park krajobrazowy - dla porównania dwa zdjęcia (oba z sieci)
Widać różnicę, prawda?

Ładne widoki były ze wzgórza gdzie stoi latarnia:

Na ostatnim zdjęciu widać po co jest ta latarnia - ostrzega statki przed bardzo kamienistym wybrzeżem i zanim ją postawili było tu dużo katastrof morskich. Dziś jest w tej okolicy dużo wraków do spenetrowania i jest to popularne miejsce do nurkowania, bo ma i rafę koralową i podwodne jaskinie. 
Druga wycieczka była do jaskini Canelobre. Byliśmy tam 4 lata temu i z chęcią pojechaliśmy jeszcze raz. 
Jaskinia jest głęboka na 70 metrów i można było zejść na sam dół, po drodze podziwiając wszystkie fantazyjne nacieki i myśląc o upływie lat wiedząc, że w ciągu roku przybywa 1 mm takiego stalagmitu.
I na koniec kultowy widok dziury w skale - mówią, że naturalna i jest prawie idealnie okrągła.
Chętnych do wdrapania się na górę nie było - może w następnym życiu 😊😊😊😊.