czwartek, 10 lipca 2014

Rano rozpoczęliśmy znów z upałem i zanim wyjechaliśmy z kampingu, to zdążyliśmy się trzy razy spocić. Dobrze, że w aucie jest klima, to upały nam niestraszne.
Widoczek z dzisiaj - woda w fiordach jest bardzo czysta i widać dno na kilka metrów w dół.
I Lofotkatedralen w Kabelvag.
W katedrze odbywają się koncerty fortepianowe - akurat jest w okolicy jakiś festiwal.
A potem opuściliśmy wyspę Austvagoya i przeskoczyliśmy na następną Vestvagoya. 
Widok z mostu łączącego wyspy:
Jedziemy południową stroną drogą 815
 Pogoda pod wieczór nam się popsuła, a jutro ma trochę padać, więc chyba zostaniemy na kampingu pod Valberg'iem.


środa, 9 lipca 2014

Łowimy, znaczy się Zenek łowi , ja mu kibicuję.
Wczoraj wieczorem był pierwszy sukcesik - to maleństwo się nieszczęśliwie złapało, ale wróciło do fiordu ze starą gadką wędkarzy, by przyprowadziło mamę.
Rano Zenek polował na mamę, ale nic z tego.
Dopiero po południu dała się złapać:
(kapeć rozmiar 42 dla porównania). Nie jest to record fiordu, ale na obiad starczyło.
Tak wygląda rybka przed usmażeniem, doprawiona i czekająca na gorącą patelnię:
Po usmażeniu już nie wyglądała, ale smakowała wspaniale. Dostaliśmy jeszcze od sąsiadów Norwegów trzy makrele, tak że po oczyszczeniu było razem półtora kilograma ryb. Nie udało nam się zjeść wszystkiego, będzie jeszcze kolacja.
Mamy tu dziś prawdziwy upał, 25 stopni w cieniu. Próbowałam się opalać, ale na słońcu nie da się wysiedzieć - wiatru nie ma wcale.
Jutro ruszymy dalej - nie wiem kiedy będzie następny wpis, zależy to od znalezienia hot spotu.

wtorek, 8 lipca 2014

I w końcu dojechaliśmy na Lofoty!!!
Ale po kolei. Wczoraj zatrzymaliśmy się na fajnym kampingu, nad samą wodą, przy wypływającej rzece
Zenek od razu zabrał się za łowienie ryb,
a po niecałej godzince spakowaliśmy i czym prędzej ruszyliśmy w dalszą drogę. Powodem były muchy wielkości szerszeni, które nie tylko latały i brzęczały, ale także kąsały. Właścicielka kampingu (chyba przyzwyczajona do latających gryzoni) powiedziała, że te muchy lubią renifery siedzące w okolicznych lasach. Nie wiem dlaczego nas atakowały!!!  Ruszyliśmy dalej szukać miejsca na nocleg nad otwartym morzem.
Widoczek z drogi: to żółte na łące to kwitnące kaczeńce - jest ich tu całe mnóstwo.
W końcu zanocowaliśmy nad samym morzem, tam ani komarów ani much olbrzymów nie było.
A to już obrazek z dzisiaj - rano nie było wiatru i w fiordach odbijał się cały krajobraz.
 Poniżej most na wyspę Hinnoya
i owieczki, kóre chodzły sobie pod mostem zupełnie samopas.
Tak w ogóle to przez dwa dni jechaliśmy przez obszary bardziej przyjazne rolnictwu: gdzie niegdzie pasły się krowy, koniki biegały sobie po łąkach, widać trochę pól uprawnych i roślinność zdecydowanie nie wygląda na tundrową.
A to już jest widok z mostu przy wjeździe na pierwszą z lofotowych wysp: Austvagoya.
i jedne z pierwszych malowniczych zatoczek.
Ujechaliśmy tylko kawałek, bo czas już był na znalezienie noclegu - stoimy tu gdzie żłóta strzałka
i mamy taki wygląd z okna
Pogoda w dalszym ciągu świetna.Teraz jest 18*C, słońce oczywiście jeszcze nie zaszło (hihihi) i żadnej chmurki na niebie. Ciekawa jestem ile dni jeszcze będzie tak bajkowo.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Wieczorem trudno jest się zmusić do spania. Słońce radośnie swieci całą noc a mewy -wielkości dużych kur - skrzeczą i spać nie dają. Dwa poniższe zdjęcia zrobione po 23.
Słońce w nocy przesuwa się z zachodu na wschód, by gdzieś ok drugiej zacząć się wspinać do góry.
A wygląda to tak:
23:47
 00:10
 00:40
A potem poszłam spać. Rano o 7 fiord był lekko zamglony.

niedziela, 6 lipca 2014

Most (słoneczko nadal świeci, jest godzina 20.30 temp. 20*C)
Zenek na moście z wędką (kolacji nie będzie!)
A ja nazbierałam muszelki (to zielone po prawej rozpadło mi się w rękach, szkoda, bo bardzo nietypowa skorupka).