poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Kordoba przez długi czas była miastem wielokulturowym i w mieście współistniały trzy różne cywilizacje: islam, chrześcijaństwo i judaizm. Po judaizmie została dzielnica żydowska - plątanina wąziutkich uliczek niedaleko meczetu.
Nie brakowało oczywiście sklepów z pamiątkami.
Jeszcze kilka zdjęć ze zwiedzania:
- mozaiki z II wieku, które  można było oglądnąć w Alcazar'ze
- widok z wieży obronnej ma meczet i mury obronne
- jeszcze 3 zdjęcia z katedry
W niedzielę rano chcieliśmy ruszyć dalej, ale musieliśmy przepuścić przejeżdżającą obok kampingu Pielgrzymkę Świętego Dominika. Pielgrzymka podążała do kościółka św. Dominika położonego jakoś 5 km za miastem, a jej historia sięga ponad 500 lat.
Było bardzo kolorowo i wesoło, bo każda platforma śpiewała inną pieśń - no to popatrzcie:
Platformy były ciągnięte przez samochody  (pewnie kilkanaście lat temu były to konie)  a wśród aut trafił się nawet jeden żółciutki Hummer
Konie też były
A na koniec przejechał samochód do czyszczenia ulic, bo panie i panowie na platformach pomiędzy śpiewaniem piosenek coś tam podjadali, a resztki opakowań rzucane były na ulicę.
 I już myśleliśmy, że to koniec atrakcji, gdy nagle na horyzoncie pojawił się kierdel owiec. Razem z kozami maszerowały sobie jak ulica szeroka - miały zielone światło i policję do zatrzymywania samochodów.
Wczoraj wróciliśmy nad morze. Dziś był dzień zakupów i rozbijania obozu, a jutro ruszamy na wycieczkę rowerową po okolicy. Jak na razie mamy dość zabytków, więc będziemy wczasować nad wodą.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Z Granady przejechaliśmy drogą 432 do Kordoby. Droga ta jest na mapie oznaczona jako widokowa i nazywana Ruta del Califato, więc cieszyliśmy się na ładne widoki. I rzeczywiście droga prowadziła przez góry i pagórki, choć 98% widoków to były plantacje oliwek
Widok zapierający w piersiach, jeśli tylko się pomyśli o milionach drzewek i setkach milionów oliwek, które trzeba zebrać!
Ale też od czasu do czasu pojawiało się białe miasteczko z górującym nad nim zamkiem
no i bardzo czerwone maki, które akurat zakwitły

W Kordobie zwiedziliśmy przepiękny meczet-katedrę La Mezquita.
Miejsce ma bardzo burzliwą historię. Na początku była tu rzymska świątynia, potem Wizygoci zbudowali bazylikę św. Wincentego, która została odkupiona przez ówczesnego emira Kordoby, a na jej miejscu  zbudowano meczet. Meczet był budowany od 785 roku do X wieku, wielokrotnie przebudowywany i powiększany. W końcu Wielki Meczet miał 544 kolumn, 18 filarów przy fasadzie i 44 filary wewnętrzne, a jego powierzchnia to 23 tysiące mkw.

W XIII wieku Kordobę odzyskali chrześcijanie i przekształcili meczet w kościół. Pierwsze zmiany były delikatne, ale każdy z kolejnych panujących musiał coś dodać i tak w 1523 zaczęto budować gotycką katedrę w środku sali modlitewnej meczetu - wybudowano świątynię w świątyni!!!! Gdy cesarz Karol V zobaczył gotową katedrę stwierdził, że zniszczono coś co było jedyne w swoim rodzaju, aby postawić coś, co można zobaczyć wszędzie. Ale może dzięki temu meczet nie został całkowicie zniszczony.
Powyżej, na planie te kropeczki to kolumny, a obiekty 16, 17, 18 to właśnie katedra - ołtarz i chór
I jeszcze skarb - wielka monstrancja do dziś używana w różnych procesjach.
Zdjęcia zrobiłam trochę kiepskie, resztę możecie sobie oglądnąć tu:
http://www.catedraldecordoba.es/visita/index.html
Katedra  z zewnątrz

i dziedziniec wewnętrzny, orginalnie wysadzony palmami, dziś rosną tu drzewka pomarańczowe - widać też dzwonnicę przerobioną z minaretu.

Potem pomaszerowaliśmy jeszcze na Puente Romano, czyli rzymski most
oraz zwiedziliśmy twierdzę Alcazar, częściowo w ruinie ale za to z ładnymi ogrodami.
Reszta relacji jutro.