poniedziałek, 27 lutego 2023

Już jestem z powrotem

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu i w zasadzie jedynym usprawiedliwieniem jest to, że chyba nas trochę przymroziło. Nie, nie dosłownie, ale jak na warunki hiszpańskie to przez ostatni miesiąc mieliśmy paskudną pogodę. Całe szczęście, że słońce świeciło, to nie zapadliśmy w sen zimowy, ale przez większość lutego było bardzo wietrznie i naprawdę wiał zimny wiatr. Pewnie to efekt zmian klimatycznych i chyba trudno będzie przewidywać pogodę w Hiszpanii w latach następnych. Jak się trochę poczyta o kryzysie klimatycznym, to na pewno obiecują nam jakieś gwałtowne zjawiska typu silne wiatry, burze w styczniu i nawet opady śniegu na poziomie morza. Ale póki co to i tak jest tutaj cieplej niż w Polsce no i zdecydowanie więcej słońca mamy.

No dobrze, koniec narzekań. W ostatnim miesiącu zrobiliśmy sobie dwie dalsze wycieczki. Pierwsza do La Mangi i na półwysep Cabo de Palos.


Przejechaliśmy całą mierzeję wolniutko samochodem i podziwialiśmy kompleksowość zabudowy. Mierzeja jest dość gęsto zabudowana i to nie tylko małymi domkami. Większość to duże budynki, przeważnie hotele lub apartamenty na wynajem. Teraz to jest tam cisza i spokój, ale w lecie to pewnie jeden wielki wakacyjny koszmar. Dobrze, że na naszym Helu był zakaz komercyjnego budowania i mamy tam nadmorski park krajobrazowy - dla porównania dwa zdjęcia (oba z sieci)
Widać różnicę, prawda?

Ładne widoki były ze wzgórza gdzie stoi latarnia:

Na ostatnim zdjęciu widać po co jest ta latarnia - ostrzega statki przed bardzo kamienistym wybrzeżem i zanim ją postawili było tu dużo katastrof morskich. Dziś jest w tej okolicy dużo wraków do spenetrowania i jest to popularne miejsce do nurkowania, bo ma i rafę koralową i podwodne jaskinie. 
Druga wycieczka była do jaskini Canelobre. Byliśmy tam 4 lata temu i z chęcią pojechaliśmy jeszcze raz. 
Jaskinia jest głęboka na 70 metrów i można było zejść na sam dół, po drodze podziwiając wszystkie fantazyjne nacieki i myśląc o upływie lat wiedząc, że w ciągu roku przybywa 1 mm takiego stalagmitu.
I na koniec kultowy widok dziury w skale - mówią, że naturalna i jest prawie idealnie okrągła.
Chętnych do wdrapania się na górę nie było - może w następnym życiu 😊😊😊😊.

sobota, 28 stycznia 2023

Nie można być zbytnim optymistą.

17 stycznia pisałam, że wiosna do nas zawitała, a tu zonk. Nagle gdzieś z północnego Atlantyku przywiało zimno i przez ostatni  tydzień mieliśmy trochę zimy tej wiosny. W środkowych częściach Hiszpanii na większych wysokościach to nawet spadł śnieg. My tylko zakosztowaliśmy zimnego wiatru w dzień i zimnych nocy - raz nawet była temperatura poniżej zera, co prawda tylko -1,4, ale to i tak ewenement. Dobrze, że mamy samochód, bo na zakupy było czym pojechać, a rowery stoją i czekają na cieplejsze dni. Życie na kempingu zamarło i tylko właściciele psów z obowiązku chodzili na spacery. Ale od 3 dni już robi się cieplej - w osłoniętych miejscach to nawet niektórzy znów się opalają, a my wznowiliśmy spacery "do morza i z powrotem" - dziś prawie 5 kilometrów. 

Tydzień temu w niedzielę pojechaliśmy do okolicznej chińskiej restauracji na obiad. W menu była fajna adnotacja, że jak się nie zje zamówionych porcji to od każdego klienta kasują dodatkowe 2 euro do rachunku. Ale bez obawy - nam się udało zjeść wszystko, a pewnie zmieściło by się jeszcze co nie co, bo porcje aż takie obfite nie były, choć jak to w chińskiej knajpie bywa, były różnorodne. No to popatrzcie: sałatka z krewetkami i krewetki  w tempurze

kaczka po pekińsku do zawinięcia w naleśniczki
żeberka i kurczak, a do tego był ryż i makaron z warzywami, krewetki smażone w czosnku i wołowina w fajnym sosie BBQ
Wszystko dobre, a na koniec na deser można było wybrać sobie albo kawę, albo lody czy sałatkę owocową. Lody i sałatka - jak widać na zdjęciu symboliczne co do ilości
Nie musieliśmy dopłacać za nie zjedzone dania, ale chyba nikt nie wyszedł głodny.
I znów mi wyszedł post kulinarny, ale cóż robić, gdy na dworze ziąb i trzeba organizmowi dostarczać energii - trzeba zjeść coś dobrego. Czego i czytającym życzę. 
W przyszłym tygodniu wraca ciepło, to może pojedziemy gdzieś ma wycieczkę.
 

piątek, 20 stycznia 2023

Znów będzie kulinarnie.

Mieliśmy dziś pojechać na wycieczkę, ale pogoda nam się ostatnio popsuła. Od środy wieje zimny wiatr z północnego zachodu i choć świeci słońce, to jest zimno. A jak jest zimno to najlepszym sposobem na dostarczenie organizmowi paliwa do wytwarzania ciepła jest dobre jedzonko. Wczoraj więc zrobiliśmy ulepszony wariant ośmiornicy po galicyjsku - ulepszony, bo ziemniaczki zostały podsmażone w maśle z dodatkiem czosnku i pietruszki zielonej.  

Do tego była surówka ze świeżych warzyw i lampka białego wina.  Smakowało wybornie, a Zenek dostał tradycyjnie makaron z sosem carbonara, bo w dalszym ciągu odmawia jedzenia owoców morza.

Dziś pojechaliśmy uzupełnić zapasy warzyw na rynek do Torrevieja. 

A z nowych smaków to kupiliśmy pitaję, czyli smoczy owoc - jeszcze nigdy go nie jadłam, więc była okazja by spróbować

Nasza była czerwona w środku (bo są jeszcze białe) i była w smaku trochę podobna do arbuza - ale mniej smaczna. Szału nie ma. W sieci wyczytałam, że pitaja to owoc kaktusa rosnącego w tropikalnych częściach globu

i ma dużo witaminy C i innych antyoksydantów. Czyli jednym słowem zdrowy owoc, ale nasze jabłko jest lepsze. I tego się trzymajmy.

wtorek, 17 stycznia 2023

Chyba idzie wiosna....

Hiszpania jest dziś podzielona na dwie pogodowe strefy - na północy mają coś, co się nazywa BORASCO, czyli sztormowy wiatr z opadami i burzami, i nawet gdzie nie gdzie padał śnieg, a na południu jest wietrznie, ale ciepło. Wczoraj około 11 wieczorem skończył nam się gaz w butli do ogrzewania, ale nie było problemu, bo noc była bardzo ciepła - 14 stopni i nie potrzebowaliśmy dodatkowego grzania. Całą noc i dziś do popołudnia solidnie wiało, teraz wiatr trochę cichnie. Mieliśmy dzisiaj temperaturę 21 stopni, świeciło słońce, chmurki gdzieś sobie odpłynęły, a jutro ma być o kilka stopni chłodniej, choć w dalszym ciągu słonecznie. Drzewa już zaczynają puszczać nowe liście

- to drzewko na naszej parceli, choć w miasteczku jest trochę takich drzew, które jeszcze nie zrzuciły zeszłorocznych liści. W sadach pomarańczowych widać już owoce, a uliczne pomarańcze zaczynają opadać, bo już dojrzały.
A jeden z kampingowiczów to nawet przygotował już wiosenną dekorację, no bo bożonarodzeniowe elementy to już zniknęły.
Idzie wiosna! A w zasadzie to już przyszła.

Dziś cała Hiszpania obchodzi dzień św. Antoniego, ale tutaj ma on inne zadanie niż chronić górników, obłąkanych czy być patronem tych co gubią rzeczy. San Anton jest patronem zwierząt i 17 stycznia Hiszpanie przyprowadzają do kościoła swoje zwierzaki domowe, by ksiądz je poświęcił. Ma to zapewnić dobre zdrowie na cały rok. 

Figurki San Antona oraz jego podobizny są przedstawiane razem ze świnią. I tu mamy legendę: do pustelni świętego pewnego dnia przyszła locha ze ślepymi małymi i poprosiła o przywrócenie im wzroku. Święty uzdrowił warchlaki i od tej pory locha nie odstępowała go ani na chwilę i broniła przed niebezpieczeństwami. Dawniej w wielu miastach, miasteczkach i wsiach organizowane były loterie, na których można było wygrać świnię. W lecie wybierano prosiaczka, który biegał sobie samopas i był karmiony przez mieszkańców, a jak już podrósł i się utuczył to stawał się nagrodą w loterii. (zdjęcie z sieci)
Dalsze losy świnki są oczywiste!!!  Smacznego! 

sobota, 14 stycznia 2023

Przypływy i odpływy

Pogoda w dalszym ciągu nas rozpieszcza - słońce świeci od wschodu do zachodu, w dzień temperatury są w okolicach 20 stopni, choć noce bywają chłodne. Ale w nocy przeważnie śpimy, ogrzewanie działa sprawnie, więc nie ma problemu.

Po obiedzie jeździmy rowerami albo chodzimy na spacery - najczęściej nad morze, to w ramach aktywności fizycznej, by zgubić świąteczne wałeczki. Już powoli zaczynają maleć!

Dziś byliśmy nad morzem i mogliśmy pooglądać rzymskie wykopaliska, które zwykle skryte są pod wodą. 

Z jednej strony to ciekawe, jak bardzo podniósł się poziom morza, bo przecież ten dom sprzed ponad 2200 lat stał pewnie w jakiejś odległości od brzegu morza, a teraz jest całkowicie zalany. To znaczy zalany jak jest przypływ, a przy odpływie to widać jego zarysy. 

Morze Śródziemne nie ma jakoś szczególnie wielkich przypływów i odpływów. Wikipedia mówi, że różnice są  w granicach  30-40 cm. No cóż, na Bałtyku jest jeszcze mniej. Ale jak wyobraziłam sobie tę ilość wody, która odpłynęła z wybrzeża, to oczyma wyobraźni widzę górę wody w środku morza (albo oceanu). I to wszystko przez Księżyc i Słońce i skomplikowane prawa grawitacji kosmicznej. Internety podają, że największy odpływ będzie za tydzień, to pójdziemy pooglądać, co jeszcze się pokaże w morzu.

A z doniesień kulinarnych, to Antek przygotował grillowane kalmary - były dobrze doprawione, ale tego dania chyba nie będziemy powtarzać. Za to grzanki, które były podane do kalmarów były zdecydowanie wybitne. 

W przyszłym tygodniu mamy w planie ośmiornicę 🐙🐙🐙🐙 i może jakąś wycieczkę.