poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Oprócz Alhambry w Granadzie można zwiedzić katedrę, dzielnice arabską, łaźnie, dzielnicę cygańską. Jak na razie odwiedziliśmy katedrę i pochodziliśmy po wąskich uliczkach ze straganami.
Katedra jest ogromna, zbudowana na miejscu dawnego meczetu miała podkreślać zwycięstwo chrześcijaństwa nad islamem.
W środku zachwyciły nas podwójne organy
oraz główny ołtarz
Ale bardziej nam się podobały włoskie renesansowe kościoły.
Obeszliśmy katedrę w koło
podziwiając wysokość i misterne kolumienki.
A potem zagłębiliśmy się w wąziutkie uliczki ze straganami - pewnie pozostałość po średniowiecznej Granadzie.
Było kolorowo i różnorodnie: i lampy, i torebki, i kapcie skórzane, ceramika, szisze, paciorki, i chusty, i szaliki, shkienki, pantalony .... i jeszcze ze 100 innych różnych rzeczy. Ciekawa jestem ile z nich jest "made in china"?
Jutro ruszamy na dalsze zwiedzanie Granady, a Alhambrę mamy zabukowaną na czwartek.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Piątek przeznaczyliśmy na przejazd do Granady - to tylko 80 km, ale za to w pionie ponad 800 m. Granada leży na obrzeżach Sierra Nevada, pasma górskiego z najwyższym szczytem na 3450 m n.p.m. Mieszkańcy Granady mają dobrze - godzina jazdy na wybrzeże i pół godziny na narty w wysokie góry. Obrazki z przejazdu:
Folie do uprawy warzyw zniknęły jak tylko odjechaliśmy od brzegu morza, za to pojawiło się więcej drzew - głównie uprawy oliwek i drzew owocowych.
Szkoda, że akurat w czasie jazdy pojawiły się chmury i nie udało mi się zrobić lepszych zdjęć.
Zainstalowaliśmy się na królewskim kampingu Reina Isabel. Kamping jest malutki (ok 50 miejsc), ale bardzo urokliwy.
Wczoraj robiliśmy zakupy i leniliśmy się, a dziś pojechaliśmy do centrum Granady.
Był zlot skuterów:
zabawy uliczne i wielkie bańki mydlane
kwiat rycerstwa hiszpańskiego i fontanny
osiołki i krowy na zakupach
Potem zwiedziliśmy katedrę i pochodziliśmy po okolicznych uliczkach handlowych. Relacja będzie jutro - zapraszam.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Pogoda zdecydowanie poprawiła się i po nocnych opadach wyjrzało słońce w drugiej połowie dnia. Ruszyliśmy dziś na objazd okolic, tzn wzdłuż brzegu morza gdzie co kawałek były romantyczne "oazy", łodzie i krzywe wieże

W jednym miejscu spotkaliśmy nawet zapalonych surf'erów, bo morze mimo braku wiatru nadal jest pofalowane - może taka jego uroda w tym miejscu.
A potem natrafiliśmy na Fortaleza de Carchuna.
 Zbudowana w 1777 roku miała bronić wybrzeża przed piratami, teraz odrestaurowana służy jako centrum wystawiennicze. Trafiliśmy na wystawę fotografii oraz na przygotowania do dwóch ekspozycji: mundury służb cywilnych i wystawa lalek z całego świata.
A teraz lalki: Pani - chyba właścicielka tych lalek - z chęcią pokazywała nam te bardziej egzotyczne i objaśniała skąd pochodzą. Było ich chyba ze 200 i znalazła się także lalka z Polski - po prawej jest lalka z Madrytu a po lewej z Wenecji.
I inne laleczki
Okazuje się, że wszędzie można znaleźć jakieś ciekawe rzeczy, trzeba tylko pojeździć na rowerach!!!
Miasteczka okoliczne też są urokliwe jak zaświeci słońce








środa, 8 kwietnia 2015

Dziś była tylko krótka wycieczka do miasteczka, ale zabytków nie ma tu żadnych. Za to wszystkie domy są pomalowane na biało. Ulice są czyste, trawniki przycięte i widać dużo zieleni
Zaraz za miasteczkiem zaczynają górki Sierra de Lujar, a z tej hacjendy to widok jest pewnie boski.
Próbowaliśmy pojechać wzdłuż brzegu, ale wiatr był za silny. Zrobiłam więc kilka zdjęć natury na kampingu. Na początek kwiaty:
I jeszcze ciekawostka: pewnie każdy wie, jak wygląda fikus. Tu są fikusy-drzewa i to na dodatek kwitnące (drzewo na drugim planie)
a tak wygląda pień
I jeszcze zdjęcie basenu, który widzimy z salonu (tylko syrenka się kąpie!), a ten kamper za basenem to nasz.