Prowadzimy sobie leniwe życie emerytów, tak jak większość ludzi tu dookoła. Jeździmy trochę na rowerach, opalamy się, czytamy, rozwiązujemy krzyżówki i oglądamy wieści z kraju, czasem zżymając się na głupotę co niektórych polityków i nie tylko. A wczoraj z samego rana atrakcja "przyjechała" do nas. Najpierw ustawił się duży dźwig i narobił tyle hałasu, że wszyscy wylegli na alejkę. Potem podniósł do góry jeden z okolicznych domków i zaczął się tyłem wycofywać - domek dyndał na linach i wszyscy czekali kiedy spadnie.
Niestety nie spadł! Za trzy godziny operacja powtórzyła się, tylko w odwrotną stronę: wolniutko przyjechał nowy domek i został z sukcesem ustawiony w miejsce starego.
Ktoś sobie zrobił prezent na święta.
czwartek, 24 marca 2016
piątek, 18 marca 2016
Nadrabiam dziś zaległości w pisaniu i będzie drugi wpis - sprawozdanie z wczorajszej wycieczki do Faro Cabo de Palos, czyli latarni morskiej na cyplu Palos.
Latarnia taka sobie, nowoczesna, za to droga do niej wzdłuż brzegu była bardzo malownicza. Zaczęliśmy w marinie, w której oprócz ładnego żaglowca
wart sfotografowania był tylko taki oto pojazd.
Potem kamienistymi ścieżkami objechaliśmy cały cypel (popatrzcie na mapę). No to teraz zdjęcia:
Pogoda jak widać słoneczna, choć wiaterek czasami jest chłodny. A to ja na szczycie latarnianego wzgórza (wjechaliśmy rowerami!)
Latarnia taka sobie, nowoczesna, za to droga do niej wzdłuż brzegu była bardzo malownicza. Zaczęliśmy w marinie, w której oprócz ładnego żaglowca
wart sfotografowania był tylko taki oto pojazd.
Potem kamienistymi ścieżkami objechaliśmy cały cypel (popatrzcie na mapę). No to teraz zdjęcia:
Pogoda jak widać słoneczna, choć wiaterek czasami jest chłodny. A to ja na szczycie latarnianego wzgórza (wjechaliśmy rowerami!)
Zainstalowaliśmy się na następnym kempingu - Caravaning La Manga. Kemping jest ogromny, ponad 1000 miejsc, z czego 2/3 jest zabudowana na stałe. Chyba ma tylko jeden plus - leży bezpośrednio nad wodą - Mar Menor, co oznacza Mniejsze Morze. Plaża jest ładna i rosną na niej nawet palmy. Te domy na horyzoncie to zabudowany przesmyk, który na pewno sobie zwiedzimy po świętach.
Drugim plusem kempingu jest w pełni wyposażony market, tak, że można kupić wszystko do jedzenia i picia w pełnym asortymencie. Choć nie wiem, czy to plus, bo powoduje większe lenistwo, a wyprawy do okolicznych sklepów na zakupy to zawsze była możliwość ruszenia się na wycieczkę.
Drugim plusem kempingu jest w pełni wyposażony market, tak, że można kupić wszystko do jedzenia i picia w pełnym asortymencie. Choć nie wiem, czy to plus, bo powoduje większe lenistwo, a wyprawy do okolicznych sklepów na zakupy to zawsze była możliwość ruszenia się na wycieczkę.
niedziela, 13 marca 2016
Ostatni już wpis znad Segury, bo jutro jedziemy 100 km dalej. Jadąc do mariny dwa dni temu wypatrzyliśmy na wzgórzu ruiny zamku. Więc dziś wycieczka do Castell de Guardamar. Zamek wraz z przyległą wioską powstał w XIII wieku i był ufundowany przez króla Alfonsa X Mądrego. Potem przechodził z rąk do rąk, tzn od Katalończyków, do Aragończyków, potem do Księstwa Walencji i tak aż do 1829 roku, gdy został zniszczony przez trzęsienie ziemi.
Tak wyglądał w 1700 roku
a tak dziś - w zasadzie widać tylko zarys murów obronnych i pozostałość po okrągłej wieży.
Ale warto było wdrapać się na górę, bo widoki na okolicę były wspaniałe.
Wracając brzegiem morza wypatrzyliśmy grupę ćwiczących na plaży ratowników - idzie lato więc trzeba się przygotować do sezonu. Dziś była niedziela, więc ludzi na deptaku było dość dużo, nie tylko turyści, ale też i tubylcy.
Tak wyglądał w 1700 roku
a tak dziś - w zasadzie widać tylko zarys murów obronnych i pozostałość po okrągłej wieży.
Ale warto było wdrapać się na górę, bo widoki na okolicę były wspaniałe.
Wracając brzegiem morza wypatrzyliśmy grupę ćwiczących na plaży ratowników - idzie lato więc trzeba się przygotować do sezonu. Dziś była niedziela, więc ludzi na deptaku było dość dużo, nie tylko turyści, ale też i tubylcy.
sobota, 12 marca 2016
Dziś będzie taki misz-masz zdjęciowy, po wczorajszej wycieczce. Pojechaliśmy na drugi brzeg rzeki do mariny i po drodze zrobiłam trochę fotek.
A więc po kolei.
Na rzece urzęduje dość dużo ptactwa - kaczki (sic!) w szuwarach, a kormorany i czapla w oczekiwaniu na lunch:
Napotkaliśmy też basztę obronną, ale to chyba współczesna budowla, tak dla turystów
Baszta stoi wśród nieużytków, choć ziemia przy rzece jest zagospodarowana. Jest dużo pól brokułowych i sadów pomarańczowych. Natrafiliśmy też na nowożytny akwedukt, choć nieczynny, bo jest tu dużo kanałów.
Mariny pilnuje stara łódź rybacka, a jachtów jest dość dużo, choć średniej wielkości.
Przy marinie widać całkiem nowe osiedle wieżowców, o tej porze prawie puste. pewnie w lecie jest tu więcej życia.
I jeszcze dwa zdjęcia z cypla (patrz lokalizacja) - jedno na daleki brzeg ze stadem mew pośrodku i drugie na plażę - jak widać są nawet są opalający się.
A więc po kolei.
Na rzece urzęduje dość dużo ptactwa - kaczki (sic!) w szuwarach, a kormorany i czapla w oczekiwaniu na lunch:
Napotkaliśmy też basztę obronną, ale to chyba współczesna budowla, tak dla turystów
Baszta stoi wśród nieużytków, choć ziemia przy rzece jest zagospodarowana. Jest dużo pól brokułowych i sadów pomarańczowych. Natrafiliśmy też na nowożytny akwedukt, choć nieczynny, bo jest tu dużo kanałów.
Mariny pilnuje stara łódź rybacka, a jachtów jest dość dużo, choć średniej wielkości.
Przy marinie widać całkiem nowe osiedle wieżowców, o tej porze prawie puste. pewnie w lecie jest tu więcej życia.
I jeszcze dwa zdjęcia z cypla (patrz lokalizacja) - jedno na daleki brzeg ze stadem mew pośrodku i drugie na plażę - jak widać są nawet są opalający się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)