wtorek, 13 września 2016

Wycieczka rowerowa udała się - objechaliśmy całe jezioro dookoła (tu zdjęcie z sieci),
a tu moje własne - jechaliśmy najpierw górnym brzegiem, bo był lepiej z rana oświetlony słońcem.
Słynna zatopiona wieża kościoła jest po drugiej stronie - to widziana przez całe jezioro
a tu zdjęcia z drugiego brzegu
XIV-wieczny kościół był pod wezwaniem św. Katarzyny i w zimie gdy jezioro jest zmarznięte, to pewnie można do niej podejść. Miejscowi mówią, że w mroźne noce słychać bicie zdemontowanych dzwonów....
I jeszcze jedno zdjęcie z sieci - renowacja wieży przeprowadzona przy obniżonym stanie jeziora
Na koniec wycieczki zdjęcia z tamy: na całe jezioro i w drugą stronę na kemping i małe jeziorko poniżej.
Bardzo ciekawe są konstrukcje umieszczone tuż przy tamie i chyba mające na celu awaryjne odbieranie nadmiaru wody. Wyglądają jak wielkie pułapki mrówkolwa.

poniedziałek, 12 września 2016

Buongiorno. Dziś przejechaliśmy kawałeczek dalej i jesteśmy już we Włoszech. Zainstalowaliśmy się na dwa dni na kempingu Thoni blisko przełęczy Resia na wysokości 1470m.n.p.m. Kemping jest malutki, położony między dwoma jeziorami. To większe jezioro jest sztuczne i powstało w 1950 roku po zalaniu doliny i ma głębokość 22 m. Jutro jedziemy na wycieczkę rowerową, to będzie zdjęcie dzwonnicy kościelnej wystającej wprost z jeziora. Droga, którą  jechaliśmy znana była już w w starożytności jako Via Claudia Augusta i jest alternatywą do płatnej autostrady przez przełęcz Brenner.
Poszliśmy sobie na spacer do mniejszego jeziora i mam zdjęcia
a w miasteczku dużo hoteli, pensjonatów i kościółek.

sobota, 10 września 2016

Dziś tylko piesza wycieczka do miasteczka Prutz, gdzie do oglądania jest tylko typowy alpejski kościółek ze stromym dachem i kilka drewnianych chałup. Oto kościół i patronka miejscowych strażaków
A obok kempingu jest ścianka wspinaczkowa dla początkujących alpinistów , no to i Zenek spróbował, ale z mizernym skutkiem, bo plecak obciążony zakupionym piwem skutecznie ciągnął go w dół.
Stoimy 10 metrów od rzeczki, tam gdzie strzałka
Jutro niedziela, dzień święty to pewnie będziemy odpoczywać.

piątek, 9 września 2016

Wczoraj zrobiliśmy sobie wycieczkę rowerową po okolicy Schwangauer. Tereny są akurat dla takich niedzielnych rowerzystów jak my, bo generalnie jest płasko, co widać na jednym z wcześniejszych zdjęć. Zrobiliśmy ok 25 km i dziś czujemy zarówno rower jak i wspinaczkę do zamku w nogach.
Poniżej zdjęcie z miasteczka - jak każde tyrolskie miasteczko jest zadbane, domy są malowane i na balkonach jest mnóstwo kwiatów.
A tu rzeka Lech w miasteczku Fussen
 rzeka, która wpada do jeziora Forggensee
Poczytaliśmy sobie też o dokonaniach króla Ludwika II Bawarskiego (1845-1886), który zasłynął z budowy licznych pałaców, choć jedyny który ukończył to Linderhof Palace.  Neuschwanstein jest nieukończony - brakuje mu kilku wież i bazyliki, ale i bez nich jest imponujący. Poniżej link do kilku zdjęć zamku:
http://neuschwansteincastle.net/neuschwanstein-castle-pictures/
A tu jedyne pomieszczenie, które można było fotografować (nie było strażników!) - królewska kuchnia
Król Ludwig zakończył swoje krótkie życie tajemniczą śmiercią w jeziorze Starnberg, po tym jak rząd uznał go za szalonego i osadził w zamku Berg. Wcześniej banki odmówiły mu finansowania jego budowlanych projektów, a teraz zarówno rząd i banki czerpią horrendalne zyski z udostępniania zamku turystom do zwiedzania - 1,3 miliona rocznie razy 11 EU!

Dziś już jesteśmy w Austrii, blisko granicy z Italią i spędzimy tu weekend. Miasteczko nazywa się Prutz i jest położone w dolinie nad rzeką Inn i jest okolone górami z każdej strony.

środa, 7 września 2016

Witajcie

Znów jesteśmy na wakacjach. Na początek Niemcy i ich słynny zamek Neushwaistein.
Zatrzymaliśmy się na fajnym kempingu Bannewaldsee. Kemping nie jest co prawda emeryci, ale dostaliśmy karty usprawniające do bezpłatnych przejazdów autobusami i do zniżek na inne atrakcje. Jeziorko nie jest zbyt duże ale za to urokliwe i mamy ładny widok na góry.
Dziś pojechaliśmy autobusem do stacji kolejki, a potem piechotą do zamku. Podejście jest dosyć strome choć niezbyt długie. Zwiedziliśmy zamek w środku i znów sprawdziła się zasadą, że cysorz to ma klawe życie. Niestety nie będzie zdjęć ze środka,  bo był zakaz, ale za to mieliśmy audioguide w języku polskim i wreszcie Zenek nie był zdany na moje tłumaczenia.
Kilka zdjęć panoramicznych i Zenek na mostku razem z zamkiem.


Na dziś koniec, bo laptop mi nie chodzi na tutejszym hotspocie i piszę na tablecie, co wcale nie jest takie łatwe. Jutro mamy w planie wycieczkę rowerową i zwiedzanie drugiego zamku.