Mam prawie tygodniową zaległość w pisaniu, ale ostatnio byliśmy trochę uziemieni. Złapałam jakieś paskudne zapalenie pęcherza, więc musiałam się wykurować. Jedyne wycieczki to były do kibelka, bo wg zaleceń Doktora Google trzeba było dużo pić. No więc piłam, piłam i piłam - niestety wodę, a nie wino! Specyfik wspomagający leczenie zrobiony z żurawiny kosztował w w aptece ponad 15 euro i tylko taki można było kupić, bo inne to na receptę. Dziś już wszystko jest w porządku.
Pojechaliśmy do sklepu na uzupełnienie zaopatrzenia i tak powstał jutrzejszy obiad - przepyszne leczo z papryki, cukinii, cebulki, pomidorów, pieczarek, mięsa i kiełbaski.
Warzywa tutaj są przepyszne - papryka słodziutka, kalafiory bardzo tanie i zielona fasolka w miarę tania. Jedynie nie widziałam w sklepach pietruszki korzeniowej, ale za to jest pasternak, bardzo podobny do pietruszki. Cena kilograma ziemniaków pewnie by rodaków zszokowała (od 1 euro w górę, w zależności od gatunku), ale przy takim bogactwie innych jarzynek ziemniaki jadamy w maleńkich ilościach.
sobota, 25 marca 2017
niedziela, 19 marca 2017
A dziś niedziela, więc poświętowaliśmy w tradycyjny sposób polskich rodzin - na zakupach. W materiałach otrzymanych w recepcji wyczytałam, że w Cabo de Palos jest cotygodniowy targ - z hiszpańska zwany mercadillos - to sobie zrobiliśmy wycieczkę rowerową. Na targu można było w zasadzie kupić wszystko, od ciuchów, butów, torebek, biżuterii "made in china" po dywany, firany, patelnie i inne agd. Było też stoisko z tradycyjnymi sukienkami dla małych księżniczek
i stragany ze stosami pomarańczy
Pochodziliśmy sobie, pooglądaliśmy, a z zakupów to był tylko pieczony kurczak na obiad, dwa dorodne kalafiory i pasek do spodni dla Zenka. Pan sprzedawca dorobił mu nawet dodatkowe dziurki specjalnym dziurkaczem i jeszcze dołożył dodatkową szlufkę.
Pomarańcze przerabiamy na sok. Przed wyjazdem kupiliśmy sobie elektryczną maszynkę do wyciskania cytrusów i z 5 pomarańczy można wycisnąć 2 szklanki pysznego soku.
Tak, że na obiadek był dziś kalafior, pieczony kurczak i sok pomarańczowy.
i stragany ze stosami pomarańczy
Pochodziliśmy sobie, pooglądaliśmy, a z zakupów to był tylko pieczony kurczak na obiad, dwa dorodne kalafiory i pasek do spodni dla Zenka. Pan sprzedawca dorobił mu nawet dodatkowe dziurki specjalnym dziurkaczem i jeszcze dołożył dodatkową szlufkę.
Pomarańcze przerabiamy na sok. Przed wyjazdem kupiliśmy sobie elektryczną maszynkę do wyciskania cytrusów i z 5 pomarańczy można wycisnąć 2 szklanki pysznego soku.
Tak, że na obiadek był dziś kalafior, pieczony kurczak i sok pomarańczowy.
sobota, 18 marca 2017
Wróciła nam ładna pogoda. Nie wieje i mamy bezchmurne niebo, tak więc znów można chodzić z gołymi nogami i w krótkim rękawku. Pojechaliśmy dziś do sąsiedniego miasteczka Mar de Cristal. Nie było nic ze staroci do zwiedzania w miasteczku, bo to typowy wakacyjny twór o tej porze prawie całkowicie wyludniony. Jest tu trochę pojedynczych domów, całe uliczki apartamentów i hotelików i ładnie utrzymana marina.
Plaża ciągnie się przez całe miasteczko, tak jak i deptak z palmami, po którym teraz można bezkarnie pojeździć rowerami. W palmach buszowały stada zielonych papużek i bardzo trudno było je wypatrzeć, za to słychać było je już z daleka. Jedną udało mi się sfotografować.
Jest też zdjęcie Zenka z konikiem morskim.
Okazuje się, że kilka gatunków pławikoników żyje w Morzu Śródziemnym, a ten okaz ma chyba przedstawiać pławikonika sargassowego. Pewnie żyją też w Mar Menor, bo to dla nich świetne miejsce, niegłębokie i ciepłe.
Jarek wreszcie dziś pojechał motorkiem z Lucyną na zakupy.
Wcześniej się nie dało, bo po jednej z jazd próbnych złapał gumę i musiał kleić dętkę w kilku miejscach. Dobrze, że są mapy google z zaznaczonymi na nich sklepami, to i znalezienie sklepu z nowymi dętkami jest dziecinnie proste.
Plaża ciągnie się przez całe miasteczko, tak jak i deptak z palmami, po którym teraz można bezkarnie pojeździć rowerami. W palmach buszowały stada zielonych papużek i bardzo trudno było je wypatrzeć, za to słychać było je już z daleka. Jedną udało mi się sfotografować.
Jest też zdjęcie Zenka z konikiem morskim.
Okazuje się, że kilka gatunków pławikoników żyje w Morzu Śródziemnym, a ten okaz ma chyba przedstawiać pławikonika sargassowego. Pewnie żyją też w Mar Menor, bo to dla nich świetne miejsce, niegłębokie i ciepłe.
Jarek wreszcie dziś pojechał motorkiem z Lucyną na zakupy.
Wcześniej się nie dało, bo po jednej z jazd próbnych złapał gumę i musiał kleić dętkę w kilku miejscach. Dobrze, że są mapy google z zaznaczonymi na nich sklepami, to i znalezienie sklepu z nowymi dętkami jest dziecinnie proste.
środa, 15 marca 2017
Wczoraj wiało i było pochmurnie, a dziś dalej wieje i świeci słońce. Co prawda jest trochę chmur, ale są to cumulusy i z nich deszczu nie będzie. Pojechaliśmy nad wodę pooglądać wzburzone morze i okazało się, że są amatorzy surfowania - zarówno na desce jak i na latawcu.
A nad samą wodą wiatr jest trzy razy silniejszy niż na naszej parceli. Palmy na plaży wyglądają tak
Jarek stwierdził, że walczyć z naturą nie będzie, bo to żadna przyjemność i czeka, aż morze znów będzie gładkie.
Jutro ponoć wiatr ma być o połowę słabszy, więc się pewnie wybierzemy do miasteczka na zakupy. Trzeba kupić na obiad jakąś dobrą rybkę - w końcu jesteśmy nad morzem.
A nad samą wodą wiatr jest trzy razy silniejszy niż na naszej parceli. Palmy na plaży wyglądają tak
Jarek stwierdził, że walczyć z naturą nie będzie, bo to żadna przyjemność i czeka, aż morze znów będzie gładkie.
Jutro ponoć wiatr ma być o połowę słabszy, więc się pewnie wybierzemy do miasteczka na zakupy. Trzeba kupić na obiad jakąś dobrą rybkę - w końcu jesteśmy nad morzem.
poniedziałek, 13 marca 2017
Ciepełko, które tu było posłaliśmy Wam do Polski, a u nas dziś było kilka chwil grozy. Rano rozpadał się deszcz,
potem zaczęło błyskać i grzmieć i ulewa zrobiła się tak intensywna, że zostaliśmy zalani, bo akurat przedsionek jest w lekkim obniżeniu.
Najgorszy ze wszystkiego był silny i porywisty wiatr - portale meteo podają, że wiało ok 66 km/h, ale porywy pewnie były silniejsze. Z niepokojem patrzyliśmy, czy nam przedsionek nie odfrunie. I dzięki opatrzności nie odfrunął, a ponieważ jutro i pojutrze też ma wiać, więc Zenek dodał dwa następne zabezpieczenia i wygląda to tak:
Za to wiatr zwiał panele słoneczne, które produkowały ciepłą wodę w okolicznym bloku sanitarnym.
Teraz wypogodziło się, bo jesteśmy w "oku cyklonu"- mniej więcej tu, gdzie strzałka pokazuje,
ale nie mamy złudzeń - jak dojdą te chmury znad Afryki, to znów będzie deszczowo i wietrznie. Dobrze, że temperatury są w miarę przyzwoite - teraz mamy 15 stopni.
Bardziej soneczne zdjęcia będą za kilka dni, jak front burzowy popłynie do Was.
potem zaczęło błyskać i grzmieć i ulewa zrobiła się tak intensywna, że zostaliśmy zalani, bo akurat przedsionek jest w lekkim obniżeniu.
Najgorszy ze wszystkiego był silny i porywisty wiatr - portale meteo podają, że wiało ok 66 km/h, ale porywy pewnie były silniejsze. Z niepokojem patrzyliśmy, czy nam przedsionek nie odfrunie. I dzięki opatrzności nie odfrunął, a ponieważ jutro i pojutrze też ma wiać, więc Zenek dodał dwa następne zabezpieczenia i wygląda to tak:
Za to wiatr zwiał panele słoneczne, które produkowały ciepłą wodę w okolicznym bloku sanitarnym.
Teraz wypogodziło się, bo jesteśmy w "oku cyklonu"- mniej więcej tu, gdzie strzałka pokazuje,
ale nie mamy złudzeń - jak dojdą te chmury znad Afryki, to znów będzie deszczowo i wietrznie. Dobrze, że temperatury są w miarę przyzwoite - teraz mamy 15 stopni.
Bardziej soneczne zdjęcia będą za kilka dni, jak front burzowy popłynie do Was.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
