sobota, 24 listopada 2018

Mieliśmy dziś cieplutki dzień. W nocy trochę wiało, ale od lądu i pewnie wywiało wszystkie chmury, bo cały dzień mieliśmy słoneczko.
Strzałka pokazuje opalającą się kempingowiczkę, a temperatura po południu była taka
Rano pojechaliśmy do Puerto de Mazarron na większe zakupy i w jednym ze sklepów nawet znaleźliśmy polską kiełbasę (salchicha polaca) i marynowane śledzie - czyli jest internacjonalnie!
Ale na święta to pewnie kupimy sobie miejscowe rybki i przepyszną szynkę jamon.

czwartek, 22 listopada 2018

Powoli odtajamy po podróży - nie żebyśmy byli zmrożeni, ale jednak prawie codzienne jazdy dają w kość. Wiatry uspokoiły się i dziś morze jest bez fal, z małym tylko przybojem. Po śniadaniu poszliśmy na spacer brzegiem, by nawdychać się świeżego powietrza - to jeden z plusów bycia tutaj - kompletny brak smogu.
Słońce od rana przebijało się przez chmury, a teraz sobie świeci od czasu do czasu. Zenek mówi, że od soboty będziemy chodzić na plażę opalać się.
A to zdjęcie jednego z okolicznych domów - jak widać kwiaty dookoła niego wcale nie są jesienne.
Zrobiliśmy dziś rajd po kempingu w poszukiwaniu jakiejś bratniej, polskiej duszy, ale niestety ze Słowian to jest tylko jeden Rosjanin, a reszta to Niemcy, Szwedzi i Francuzi. Czasem można natrafić też na Belga albo Holendra, a nasi sąsiedzi to Guten Morgen i Bonjour!

wtorek, 20 listopada 2018

Bolnuevo

Hurra!!! Dojechaliśmy!
Dziś przyjechaliśmy do Bolnuevo pokonując 2750 km i rozbiliśmy obóz zimowy. Trochę wiało, ale udało się.
Pogoda poprawiła się i większą część dnia świeciło słońce. Temperatury są na krótki rękawek - i tego nam możecie pozazdrościć. Morze dziś od wiatru wzburzone i dobrze, bo możemy nawdychać się jodu.

niedziela, 18 listopada 2018

Jesteśmy coraz bliżej pierwszego miejsca pobytowego. Zamówiliśmy kemping w Bolnuevo od 20 listopada i musimy jeszcze poczekać dwa dni na zwolnienie naszej parceli. Wczoraj ruszyliśmy z Peniscoli dalej, bo prognozy zapowiadały dzień bez opadów. No i było w tak zwaną kratkę.
Rano wchód słońca był taki
i niestety padało - choć pewnie to piękne drzewko oliwne nie narzekało.
Potem deszcz ustał, ale słońca za dużo nie mieliśmy.
Po drodze mijaliśmy zamek z fantazją zbudowany na litej skale w miejscowości Sax. Twierdza zbudowana przez Arabów a potem przejęta przez Królestwo Aragońskie. Kiedyś trzeba będzie ją zwiedzić, ale nie tym razem.
A na zachmurzonym niebie udało mi się wypatrzeć siedzącego kociaka.
Dziś mamy trochę słońca, jest w miarę ciepło (można chodzić w krótkim rękawku) i nie pada. Prognozy mówią, że od wtorku ma być więcej słońca, to będzie można się poopalać.
Do wtorku rana jesteśmy na kempingu Marjal Resort Costa Blanka - straszny kombinat, w lecie pewnie bardzo głośny, a i wczoraj mieliśmy próbkę wesołego grillowania przez tubylców do pierwszej w nocy. No cóż, weekend. Mam nadzieję, że jutro idą do pracy i dziś pojadą sobie do domów.

czwartek, 15 listopada 2018

Zawsze mówiłam, że podróże kształcą, więc dziś będzie trochę historii w pigułce  o zamku w Peniscoli.
Pierwsze ślady osady w tym miejscu są datowane na II wiek przed naszą erą, ale dopiero Arabowie postawili na cyplu zamek obronny. Zamek został przejęty w XIII wieku przez Jakuba Aragońskiego i przekazany Templariuszom. Ci przebudowali go na swoją modłę i planowali założyć swoje własne królestwo ze stolicą w Peniscoli po tym jak stracili Królestwo Jerozolimskie.  Ale były to już schyłkowe lata istnienia Templariuszy - Filip IV Piękny, król francuski, był winien Templariuszom całkiem spore pieniądze, więc postanowił uwolnić się od długów oskarżając zakon o herezję, świętokradztwo, czary, rozpustę i spiskowanie z Saracenami i po kilku latach procesu uzyskał wyrok skazujący. Sobór w Vienne rozwiązał zakon i skonfiskowano ich dobra. Twierdza w Peniscoli przeszła w ręce króla Aragonii Jakuba II.
No to kilka zdjęć, na pierwszym Zenek na zewnętrznych tarasach
Mury są bardzo grube - około 2 metrów a okien prawie wcale nie widać. Pochodziliśmy trochę po wewnętrznych pomieszczeniach, które są ponure i ciemne i dziś trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek życie w tym zamku.
Twierdza miała w swojej historii słynnego mieszkańca - był to anty-papież Benedykt XIII zwany inaczej Papież Luna. Ma swój spiżowy pomnik przed wejściem do zamku
W 1411 roku uczynił on z zamku siedzibę swojego pontyfikatu i tu zmarł w 1423. Została po nim dość pokaźna biblioteka ksiąg wszelakich, bo był to ponoć całkiem światły człek.
To pokoik gdzie pracował, a księgi dziś to niestety atrapy, co by nie kusiły zwiedzających.
Całość półwyspu z lotu ptaka wygląda tak (zdjęcie podebrane z sieci)
Widać i ogrody zbudowane przez papieża 
jak i miasteczko, które powstało wokół twierdzy.
Pochodziliśmy trochę po miasteczku, które od góry jest biało-pomarańczowe, a od dołu biało-niebieskie w dużą ilością zieleni w doniczkach.
Zwróciliśmy też uwagę na balkony od spodu wyłożone glazurą - każdy z innym wzorkiem.