sobota, 15 lutego 2020

Canelobre

Wczoraj pojechaliśmy sobie na wycieczkę do Cuevas de Canelobre czyli do Jaskini Świecznikowej (canelobre - kandelabr czyli świecznik po naszemu).
Jaskinia znajduje się na zboczu góry Cabezon de Oro (Góry Betyckie, okres jurajski),
ale góra nie ma nic wspólnego ze złotem (hiszp. oro - złoto), tylko jest błędnym tłumaczeniem arabskiego Ur - oznaczającego wodę. Jaskinię bowiem odkryli Arabowie w 8 wieku i była ona zalana wodą. Góra jest ciekawa, bo z dziurką jak od strzału armatniego - ale jest to otwór naturalny.
Jaskinia jest stara, ma około 140 milionów lat i geologowie mówią, że wcale nie jest ukończona - stalagmity w dalszym ciągu przyrastają w tempie 1 cm na 100 lat. Nie można było robić zdjęć, więc zobaczycie tylko te podkradzione z sieci, ale na koniec dostaliśmy płytę cd z nagranym filmikiem z głównymi jaskiniowymi atrakcjami.
Jak zwiedzaliśmy to oświetlenie nie było aż tak spektakularne, ale i tak warto było.
Na zdjęciu powyżej jest formacja zwana Sagrada Familia i faktycznie wygląda niesamowicie.
Zeszliśmy aż na sam dół jaskini, jakieś 70 metrów, podziwiając po drodze stalaktyty i stalagmity, a największy stalagmit ma 25 metrów wysokości.
W czasie wojny domowej w jaskini był warsztat naprawy silników samolotowych, a turystom do zwiedzania udostępniono jaskinię dopiero pod koniec XX wieku. Obecnie organizuje się tam koncerty muzyczne i ponoć jest tam bardzo dobra akustyka.
Podziwialiśmy też widoki mimo iż widoczność nie była zbyt dobra, ale morze udało się wypatrzyć (jakieś 20 km)

czwartek, 6 lutego 2020

Bodega Bocopa

We wtorek mieliśmy najcieplejszy dzień w całej Hiszpanii - oficjalnie 27,3 stopnia w cieniu, ale w środę było 10 stopni mniej i pełne zachmurzenie. W ogóle to nam nie przeszkadzało, bo był to dobry dzień na wycieczkę do winiarni i teoria mówi, że w upały wino rozleniwia człowieka, a gdy jest chłodno, to rozgrzewa. No więc rozgrzewaliśmy się!
Na początek był sklep
potem oglądaliśmy filmik reklamowy, z którego dowiedzieliśmy się, że:
- Bocopa jest największą grupą producencką w prowincji Alicante
- uprawy zajmują 2,5 tysiąca hektarów
- jest 6 oddziałów i razem rocznie produkują 6 milionów litrów wina
- używają różnych szczepów winogron, jak Moscatel de Alejandria, Monastrell, Syriah, Chardonnay.
- najsłynniejsze wino z tej winiarni to Marina Alta, białe wytrawne i tych sprzedają najwięcej na całym świecie.
Potem ruszyliśmy na obszar produkcji i od razu w rozlewni przywitała nas ściana wina - tu chyba zgromadzono wszystkie rodzaje win jakie były do tej pory wyprodukowane.
Następnie przeszliśmy do hali z wielkimi kadziami fermentacyjnymi i z początku byłam trochę rozczarowana, że jest ich tak mało - coś około 20-25.
Ale jak się potem okazało, że jedna taka kolumna zawiera 
to i tak będzie ponad milion litrów na ten zakład.
Po takiej wstępnej fermentacji sprawdzana jest jakość otrzymanego produktu i podejmowana jest decyzja co dalej. Wybitne i dobre są przelewane do dębowych beczek, a te pośledniejsze od razu butelkowane i sprzedawane jako "młode" wina do konsumentów.
Beczki wykorzystuje się 6 razy, a potem są sprzedawane jako dekoracja do różnych sklepów, barów czy hoteli. Dawniej były niszczone, a teraz i na pustych beczkach można zrobić biznes.
Proces dojrzewania w beczkach też jest ściśle kontrolowany, a na końcu rozlewa się wino do butelek i te najlepsze dalej sobie dojrzewają
A potem była najsmaczniejsza część wycieczki - degustacja. Spróbowaliśmy wina białe Marinę Altę i Laudum Chardonnay - lepsza była Marina. Z czerwonych było Laudum Roble i Laudum Gran Reserva - i oczywiście to drugie skradło nasze serca
a na koniec uraczono nas winem bąbelkowym (spumante) - były wytrawne (brut), półsłodkie (semiseco) i słodkie (dulce). Było też jedno bezalkoholowe, ale nikt się nie skusił.
Na lunch poszliśmy do pobliskiej restauracji, gdzie do obiadu serwowano wina z Bocopy w ilościach nieograniczonych, więc każdy, kto wcześniej za mało popróbował mógł uzupełnić poziom wina we krwi.
Z tego powodu powrót na kemping był bardzo wesoły ze śpiewami włącznie.

środa, 29 stycznia 2020

Jest coraz cieplej a dziś nawet można było jeździć rowerami na krótki rękawek tak więc korzystamy z ładnej pogody i jeździmy sobie po okolicach kempingu.
Wczoraj pojechaliśmy trochę dalej samochodem - wyprawa do sklepu kamperowego po chemię i w poszukiwaniu solidnego parawanu. Ale parawanu nie kupiliśmy, bo jedyny model, który był w sklepie był brzydki i nie podobał się nam. Kupiliśmy za to dodatkowe rurki odciągowe do naszego parawanu i Zenek przygotował kącik do opalania.
A dziś mieliśmy wspólny lunch na mieście z grupą norwesko-brytyjską uczącą się hiszpańskiego. I oczywiście była paella w czterech różnych  odsłonach: z owocami morza, z kurczakiem, wegetariańska i mieszana kurczakowo-morska.
Moja wyglądała tak i choć miała oczy, to krewetki nie uciekły z talerza.
Za tydzień jedziemy całą studencką grupą do winiarni i w planie oprócz zwiedzania jest degustacja różnych rodzajów win. Oj, będzie się działo!

piątek, 24 stycznia 2020

Pogoda nam się poprawia z dnia na dzień. Rano pojechaliśmy po oliwki na piątkowy market w Torrevieja i po drodze widzieliśmy kwitnący brzoskwiniowy sad.  Tak więc  po obiedzie wybraliśmy się na wycieczkę rowerową w poszukiwaniu oznak wiosny. I faktycznie na łąkach i ugorach pojawiły się kwiatki. Popatrzcie
Nawet kaktusy zaczęły już pączkować.
A morze się uspokoiło i znów jest niebieskie, a nie szaro-brązowe.
W następnym tygodniu ma być cieplutko, powyżej 20 stopni, to sobie pojeździmy więcej rowerami.

wtorek, 21 stycznia 2020

Gloria cd

Padało wczoraj cały wieczór, a w nocy o trzeciej, a potem o siódmej rano mieliśmy prawdziwą burzę, taką z piorunami i ulewnym deszczem. Czasami padał też grad, dobrze, że drobniutki, to i szkód żadnych nie poczynił. Zenek się cieszył, że mu deszcz umyje auto i przyczepę, ale to tak niestety nie działa. Auto po wyschnięciu było tak samo zakurzone jak wcześniej, a może i nawet bardziej brudne.
Pojechaliśmy dziś popatrzeć jak wygląda Rio Seco, czyli Sucha Rzeka. I jak widać na obrazku wcale nie jest sucha, choć po plaży można było suchą nogą przejść.
Ale największą niespodzianką okazał się kanał burzowy, który normalnie jest ciągiem spacerowo-rowerowym, a dziś okazał się rwącą rzeką. Po lewej stronie zdjęcia zabrudzenia pokazują stan wody w nocy, gdy była ulewa.
A zniszczenia tej ścieżki powstały we wrześniu, gdy te tereny były zalane poprzednią nawałnicą. Jak widać do tej pory nie udało się naprawić wszystkich zniszczeń, a znów pewnie są następne.
Około pierwszej pokazało się słońce i mam nadzieję, że padać już nie będzie. Teraz czekamy na ocieplenie i powrót lata.