wtorek, 6 sierpnia 2019

29. Satlstraumen - Bødo - Holand Rastplas

Śledzimy w tv najnowsze doniesienia polityczne i trochę pozazdrościlismy naszemu marszałkowi jego przygód z lataniem. I tak zrodził się pomysł, by choć odwiedzić muzeum lotnictwa w Bødo, do ktorego zaprasza taki oto Hurricane.
Muzeum jest podzielone na dwie części - lotnictwo wojenne i cywilne w dwóch osobnych skrzydłach, a wejście jest jak rękaw prowadzący do samolotu.
W środku jest mnóstwo orginalnych samolotów - gratka dla pasjonatów historii lotnictwa. Zenkowi udało się rozpoznać prawie wszystkie, a ja tylko sprawdzalam w opisach czy ma rację. Próbowałam porobić zdjęcia, ale moim kiepskim aparatem nie było to łatwe, bo w środku było dosyć ciemno.
W części cywilnej było mniej ciekawie, ale udało nam się wejść na pokład samolotu - nie był to niestety luksusowy Gulfstream!
Potem ruszyliśmy w dalszą drogę - widokową trasą RV17
A na noc zatrzymaliśmy się na parkingu w międzynarodowym towarzystwie: obok stoi Szwajcar i Anglik, są motocykliści z Rosji, Niemiec z pieskiem.  Na parkingu są toalety i nawet jest ciepła woda w kranie. Takie cuda to tylko w Norwegii. A to jest widok jaki mamy z przedniego okna - w oddali lodowiec Svartisen, który odwiedzaliśmy 5 lat temu. Tu jest link do wpisu: 

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

28. Hamaroy - Saltstraumen

Dziś się ruszyliśmy i pojechaliśmy dalej.
 Zenek zamienił łowienie z mostu na łowienie pod mostem, bo przyjechaliśmy do najsłynniejszych wirów.
Rzucających jest dużo, tylko ryb nie widać!! Ale i tak dziś na obiad mieliśmy dorsze, te z wczorajszego połowu.

niedziela, 4 sierpnia 2019

27. Hamaroy - dzień trzeci

Trafił mi się odpoczynek, a Zenek znów 3 godziny spędził na moście łowiąc ryby. Dziś były tylko dwa dorsze - w sam raz na jeden obiad. Na moment zahaczył mu się jakiś wielgaśny dorsz, ale po chwili się urwał i Zenek mówi, że dobrze, bo pewnie wędka by się połamała przy próbie wyciągania. Z tego mostu to widać dno fiordu i wszystko, co w nim pływa - taka woda tu jest czyściutka.
W Norwegii jest w ogóle bardzo czysto. Przejechaliśmy ponad 5 tysięcy kilometrów po różnych drogach i tylko raz widzieliśmy w rowie plastikową butelkę - pewnie jakiś niewyedukowany turysta wyrzucił.
Mnóstwo się zmieniło od czasów naszych poprzednich pobytów. Na drogach widać bardzo dużo kamperów i przyczep kempingowych na norweskich blachach - te które akurat nie jeżdżą to stoją przed domami, czasem i kamper i przyczepa. Przyczepy przeważnie o długości 8 m albo więcej, na podwójnych kołach. Kampery też z wyższej półki - intergry z trzema osiami. Widać zamożność mieszkańców Norwegii i chyba zmianę stylu życia - dawniej lubili swoje chatki gdzieś na bezludziu, teraz lubią podróżować w luksusie. Tylko z takimi długościami mają zwiększone opłaty praktycznie za wszystko. Na przykład za ostatni prom zapłaciliśmy 251 koron (do 6 m), a ceny dłuższych są poniżej - czyli na wyprawę do Norwegii trzeba mieć małe autko.
A tu też przyczepa, tylko trochę inaczej - wypatrzona gdzieś przy drodze.
Jutro jedziemy nad następny strumen i znów będą ryby na obiad (mam nadzieję).

sobota, 3 sierpnia 2019

26. Hamaroy

Zostaliśmy w Hamaroy na następny dzień. Powód jest jeden: ryby. Biorą jak jest przypływ, więc Zenek dziś ze trzy godziny pracowicie łowił.
Dobrze, że ubrał czerwoną kurtkę, to go widziałam z daleka. Dzisiejszy wynik to 3 złapane dorsze i jeden, który się urwał z haczyka.
Na zdjęciu są tylko dwa, bo trzeci był złapany później i nie zdążył na sesję zdjęciową. . Razem po obraniu z ości mamy ok 1,5 k rybki.
A ja poszłam sobie na spacer po okolicy i obok kampingu  odkryłam muzeum.
Taki nienorweski w formie budynek mieści w środku muzeum Knuta Hamsuna, norweskiego pisarza, laureata Narody Nobla z 1920 roku.  Przed muzeum stoi jego samochód, a wstęp na wystawę  był płatny, a ja poszłam na spacer bez kasy. 
Za to pochodziłam po ogrodzie i znalazłam Satyra
Zenek znów czeka na przypływ i ma zamiar złowić jeszcze z 3 kilo dorsza. Zobaczymy.
A tak wygląda fiord z wodą.
  

piątek, 2 sierpnia 2019

25. Flakstad - Hamaroy

Noc przeżyliśmy na ogrzewaniu, a rano spakowaliśmy się i w drogę. Dziś nad Lofotami było totalne zachmurzenie, no to przenieśliśmy się na stały ląd i w miarę jak jechaliśmy było coraz więcej przejaśnień. To widoczki z drogi
Następny etap to była przeprawa promowa z Lodingen  do Bognes. Płynęliśmy promem z polskimi korzeniami
a widoki były takie
Pogoda się poprawiła i znów zrobiło się ciepło. Dojechaliśmy do kampingu i dziś mamy taką miejscówkę
Jak przyjechaliśmy na miejsce to stanęliśmy nad brzegiem fiordu, ale gdy zaczął się odpływ okazało się, że stoimy nad rwącą górską rzeką. 
Te kamienie na dole zdjęcia były prawie całe zalane, a wg internetu różnica poziomów w odpływie i przypływie wynosi 3 metry.
Zenek czeka na przypływ i będzie chyba miał bezsenną noc, bo woda podniesie się koło pierwszej. Dobrze chociaż, że ciągle są białe noce to może zobaczy co złowił!