środa, 17 listopada 2021

Wodny świat

Wczoraj nad ranem zepsuł nam się podgrzewacz ciepłej wody i rano mieliśmy wodę i w salonie i w kuchni. Dobrze, że pękł nad ranem, bo woda sobie po cichutku płynęła i jeśli by płynęła całą noc to byśmy mieli jej po kostki. Ale i tak zebraliśmy mopem około 15 litrów!

Musieliśmy rozebrać cały salon, by dostać się do podgrzewacza i pozbierać wodę - i to jeszcze przed śniadaniem. Po śniadaniu Zenek zdemontował podgrzewacz i połatał instalację wodną. 

Potem okazało się, że Antkom też coś się popsuło w hydraulice. Ale sytuacja jest już opanowana - wujek google szybko znalazł nowy podgrzewacz (jest już zamówiony), a Antek pompę przedmuchał i działa!  

Po południu rozwiązane problemy trzeba było uczcić butelką wina, tak na wszelki wypadek, by co innego się nie zepsuło. Ciężkie jest życie emeryta!

czwartek, 11 listopada 2021

Basen

 Basen tu, na kempingu, nazywany jest szumnie Spa & Wellness. Cztery razy w tygodniu (czasem mniej, jak coś wypadnie) można chodzić na wodną gimnastykę. Prowadzi ją Antoni, Anglik mieszkający tu na stałe i przez wszystkich nazywany w skrócie Ant czyli Mrówek. Cała grupa ćwiczących babć nazywa się "Ant's Fat  Fighters", co w wolnym tłumaczeniu znaczy Mrówkowi Pogromcy Tłuszczu. Ja chyba jestem jedynym przedstawicielem mieszkańców kempingu, bo reszta pań to mieszkający w okolicach trzeci filar brytyjski. Ale zajęcia są fajne i przez 45 minut można się namachać i rękoma i nogami. Wczoraj na przykład udało mi się zrobić ponad 50 "przysiadów", czego poza wodą nawet bym nie próbowała. 

Woda w basenie jest bardzo ciepła, więc godzinne moczenie się nie powoduje żadnego dyskomfortu, a potem jeszcze można pójść wygrzać się do sauny. Basen jest czynny do wieczora i jak na kempingu są dzieci, to prawie zawsze jest oblegany. Może kiedyś uda mi się namówić Zenka na wspólne pływanie, bo coś nie wykazuje ochoty, podobnie zresztą jak Ilona i Antek. No cóż, nie wiedzą, co tracą 😁😁😁

poniedziałek, 8 listopada 2021

Tydzień organizacyjny

 Poprzedni tydzień był bardzo pracowity. W poniedziałek przyjechała Ilona i Antek. Trochę się naczekali przed recepcją, bo akurat była wymiana turnusów: Hiszpanie kończyli swój długi weekend, a w ich miejsce zjechała się prawie cała Europa. Po zainstalowaniu się na parceli przyszli do nas na pyszny obiadek okraszony oczywiście dobrym winem. 

We wtorek było wielkie rozbijanie obozu i kładzenie podłogi ochronnej na całej parceli, które przeciągnęło się też na następny dzień. Robotę w końcu trzeba szanować i nie można się śpieszyć. W następne dni były wycieczki rowerowe i zwiedzanie okolicznych sklepów. 

W sobotę uczciliśmy kolejne, 27 urodziny Zenka butelką szampana i pysznym ciastem, a w niedzielę poszliśmy na proszony obiad.

Wróciła też hiszpańska pogoda i w ciągu dnia jest cieplutko, a w nocy trochę chłodniej. W przedsionku mamy w dzień ok 25 stopni, więc siedzi się bardzo przyjemnie. Dziś pranie wyschło mi przez 3 godziny na pieprz. Na najbliższe dni pogoda ma być podobna, więc będzie się można opalać.


niedziela, 31 października 2021

Dynia, a sprawa polska.

Dziś na kempingu kulminacja obchodów Halloween'owych. Zjechało się mnóstwo dzieciaków i wieczorami chodzą poprzebierane w różne straszydła i zbierają słodycze. Biedne duszyczki, nikt im nie wytłumaczył, że będą się w piekle smażyć! Póki co, to dziś pogoda iście piekielna, bo ponad 30 stopni i prawie zero wiatru. Jutro ma być o 3 stopnie chłodniej, uff!

Oczywiście królują też dynie, które u nas już są tematem politycznym (vide rysunek powyżej)  Tak sobie myślę, że za rok lub dwa (o ile nic się nie zmieni) uprawa dyni będzie u nas zakazana, by nie kusić złego. Adios ciasteczka dyniowe, adios frytki dyniowe, pa pa zupa dyniowa na ostro czy na słodko, jak kto woli. Świat bez dyni będzie mniej pomarańczowy...... A propos dyni - w Hiszpanii wyrażenie "dać komuś dynię" oznacza to, co nasze "dać komuś kosza" albo "poczęstować czarną polewką" - zawsze mówiłam, że podróże kształcą. 

Z racji pogody, dzień Wszystkich Świętych (Dia de Todos los Santos) nie kojarzy się Hiszpanom z zimnem i ciepłymi kurtkami. Na cmentarzach nie wolno też palić zniczy (ze wzdlędów p-poż), więc tylko przynosi się kwiaty. Ale spotkania rodzinne są bardzo powszechne i je się dużo słodkich wypieków, a najpopularniejsze są "kości świętego" czyli marcepanowe rurki z kremem. W okolicach Alicante jest też zwyczaj palenia świec w oknach domów w wigilię Zaduszek, by dusze zmarłych znalazły drogę do domu.






czwartek, 28 października 2021

Międzynarodowo

Zaopatrzenie w sklepach spożywczych jest podobne do tego w Polsce, jednak kilku ulubionych produktów w hiszpańskich sklepach nie ma. Na przykład zwykły biały ser - twaróg, albo kwaszona kapusta. Raz znalazłam kapustę w słoiku w niemieckim Aldi, ale okazała się obficie zaprawiona octem i nie nadawała się do jedzenia. Zawsze można sobie ukwasić własną kapustę, ale kto by się bawił w szatkowanie kapuścianych główek.

A dziś pojechaliśmy do małego sklepu w Pilar de la Horadada, prowadzonego przez Rosjanina i był i twaróg i kapusta kwaszona i nawet pan mówił, że ma śledzie z beczki. Takie tam nasze słowiańskie smaki. Pewnie będziemy sklepik odwiedzali częściej, bo ser jest bardzo smaczny, a kapusta polskiej produkcji. 

Lokalizację sklepu podpowiedziała nam Jola, Polka, która wraz ze szwajcarskim mężem też spędza tu zimy i ma rozpracowane zaopatrzenie w różne ulubione produkty.