niedziela, 6 lipca 2014

Ruszyliśmy dalej - jedziemy E6 w kierunku Tromso.
Żałujcie, ze Was tu nie ma. Dziś rano było 18 stopni, a w ciągu dnia ponad 25. W środku dnia przy zwiedzaniu rysunków naskalnych było za gorąco.
Ale po kolei. Droga z Orderfiord do Alty prowadziła malowniczymi terenami, i po przejechaniu interioru, brzegiem fiordu. A wyglądało to tak:
W Alcie zatrzymaliśmy się w muzeum. W środku kilka ekspozycji z dawnego życia Lapończyków i historii tych terenów a także "hall of frame" skoczka narciarskiego Bjorna Wirkoli - mistrza z lat 60 (to przed Małyszem i wszechobecną telewizją, więc kto pamięta!).
Na zdjęciu buty narciarskie do skoków - ciekawa jestem ilu obecnych mistrzów umiało by skoczyć na takich drewnianych nartach
I jeszcze stara łódź lapońska - taki składak obciągnięty skórą.
A teraz główna atrakcja muzeum, czyli naskalne rysunki - jest to jedna z 7 norweskich atrakcji zapisanych na listę swiatowego dziedzictwa UNESCO w 1985 roku.


Ta część muzeum jest na świerzym powietrzu, bardzo ładnie zorganizowana.Do rysunków prowadzą drewniane pomosty, no i widoki też zachwycają.
 Przed muzeum na parkingu wypatrzyliśmy "kampery" z Australii.
 Taki to chyba może zabrać zapasów wody i paliwa na 3 miesiące - w końcu Australia duża, pustynna  i bezludna.

Po opuszczeniu Alty pojechaliśmy drogą E6 na zachód w kirunku Tromso i Narwiku. Widoczki są takie:


 W fiordzie hodowle łososi - nic tylko zanurkować i złapać coś na obiad.
I jeszcze coś o łosiach i reniferach - taki oto znak sobie stał przy drodze, więc Zenek od razu noga z gazu i wypatrywaliśmy, wypatrywaliśmy a tu znów ani łosi ani reniferów!
Na nocleg dziś mieliśmy stanąć na dziko, ale trafił się kamping - taki bez nazwy, płotów, recepcji; za to nad samym brzegiem fiordu,  z ciepłą wodą i natryskiem oraz z internetem, który chodzi jak burza. Właśnie przyszedł pan i skasował 170 koron - możemy stać do jutra wieczór. Stoimy tam gdzie żółta strzałka!

Zenek poszedł na most złapać jakąś rybę, a ja zaraz idę robić mu zdjęcia.

sobota, 5 lipca 2014

Hurra, zdobyliśmy Nordcap.

Tak wygląda północny koniec świata!
Pogoda dziś jak marzenie, rano 12 stopni , a w ciagu dnia nawet 20. Cały czas świeci słońce i droga była bajeczna.
Kilka fotek poniżej:
Na samym końcu trochę wiało, ale pochodziliśmy sobie trochę po całkowicie łysym północnym końcu Europy. Dla urozmaicenia ustawiono tam instalację z dzieł dzieci z sześciu kontynentów:
a jak się patrzy pod nogi, to można wypatrzeć kwitnące krzewinki
W drodze powrotnej wypatrzyliśmy też plażę - prawie jak na Lazurowym Wybrzeżu, nic tylko się wykąpać w prawdopodobnie zimnym fiordzie. Ale piasek był autentyczny!!!
Wracając z Nordcapu zaliczyliśmy ostre hamowanie - ten oto koleś wylazł nam na drogę tuż przed maska samochodu i trzeba było czekać, aż sobie pomaszeruje dalej.
Dziś reniferów widzieliśmy całe stadka, pasące się przy drogach. Fajnie niektóre wyglądają - są w łaty: gubią sierść zimową, która jest biała, a pod spodem sa brązowo - szare.
Na koniec jeszcze fotka fantastycznych skał - czasem skupiska wyglądały jak klocki porozrzucane na zboczu góry.

PS. Jarek - tak wygląda ustawienie anteny na dalekiej północy. Zenek wczoraj bawił się z pół godziny by złapać sygnał, ale i tak nie mieliśmy żadnego programu HD i co chwila sygnał uciekał.

piątek, 4 lipca 2014

Byliśmy dziś aż w trzech krajach: Szwecji, Finlandii i Norwegii. Humory nam się trochę poprawiły w Norwegii, bo widoki za oknem zrobiły się ciekawsze.
 Szwecja i Finlandia wyglądały tak: droga prosta przez 100km i lasy dookoła
W Norwegii zaczęły się pokazywać płaskowyże i krajobraz jest bardziej urozmaicony.

Tak, tak - to co widać po lewej to śnieg - nie zdązył stopnieć do dziś i leży sobie na poboczu. Spotkaliśmy na stel-platzu pod Geteborgiem Niemca, który swoją podróż zaczął w połowie kwietnia, jadąc przez Mazury, Litwę, Łotwę, Estonię i Finlandię na Nordcap. Opowiadał, że było hardcorowo - na Nordcapie hałdy śniegu i temperatury w okolicach zera stopni. Czasem nawet było poniżej i musieli stać, bo było ślisko.
My dziś mamy ok 10 stopni i troszkę pod wieczór się rozpogodziło
Tak wygląda Olderfiord nad którym się zatrzymaliśmy.
Po drodze trafiło nam się stadko reniferów - faktycznie łażą sobie po drodze jak chcą i trzeba uważać, by nie zaliczyć stłuczki.
I na koniec jeszcze jedno zdjęcie - trole dla turystów, specjalnie do fotografii.
Prawda, że milutkie?
Jutro jedziemy dalej, zostało nam ok 130 km do Przylądka Północnego, więc zdążymy zajechać i wrócić spowrotem.
Zenek nie może się doczekać dorszy, które ma zamiar nałowić, jak tylko dojedziemy na Lofoty.
Jesteśmy już za kręgiem polarnym - rejacja dziś będzie z dwóch dni, bo nie mieliśmy dostępu do sieci.
Pogodę znów mamy w kratkę, wczoraj padało pół dnia i całą noc. Teraz mamy zachmurzone niebo i nadzieję na trochę słońca.
Ale po kolei.
Jadąc drogą wypatrujemy dzikiej zwierzyny. Raz udało nam się zauważyć reniferkę z młodym, ale nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Na drugie spotkanie byłam przygotowana - renifer pasł się przy drodze i bezczelnie przemaszerował nam przed nosem
Cały czas liczymy na malownicze stado reniferów, ale one podobnie jak łosie występują tylko w miastach albo w klechtach domowych. Poniżej piękne stadko łosi - na skwerku w Jokkomokk.
W pobliżu Jokkomokk przechodzi koło polarne, co widać na załączonych obrazkach.
Te białe kamyszki to tak jak kreseczki na mapie.
Dziś opuszczamy Szwecję - relację piszę z granicy z Finlandią, ale Finlandia to tylko 250 km tranzyt i już dziś będziemy w Norwegii. Jeśli pogoda będzie ładna, to jutro już powinniśmy dojechać na Nordcap.
I jeszcze jeden widoczek z drogi:

wtorek, 1 lipca 2014

Dziś odpoczywamy w pięknych okolicznościach przyrody. Kamping położony jest na cyplu, pomiędzy jeziorkami i jedyny mankament to zatrzęsienie komarów, które wyłażą z okolicznych zarośli gdy tylko słońce na chwilę się schowa. Ale słoneczko ładnie przygrzewa - tempeatura dziś była powyżej 22 stopni, a słońce było prawdziwie letnie. Nawet opalałam się przez dwie godziny.
Kraina, w której w tej chwili jesteśmy to Laponia - po szwedzku Lappland, a miasteczko Sorsele słynne jest z terenów wędkarskich. W herbie Sorsele widać ryby, renifery i dziwnego stwora, który jest też herbem Laponii.
Ten  stwór to Dziki Człowiek i jest symbolem niecywilizowanej północy od 1607 roku. Czerony kolor to już historia najnowsza - został ustanowiony po II wojnie, a przedtem był w róznych kolorach.