piątek, 25 lipca 2014

Zaczęłam pisać relację wczoraj, ale wieczorem internet był taki wolny, że nie dało się wrzucić tego do sieci. Zatem relacja dziś.
Most jaki jest każdy może zobaczyć - a ten jest sławny, bo łączy dwa brzegi Skjerstadfiorden i można z niego obserwować ponoć największe wiry wodne.
Powyżej most z rana, a poniżej - wieczorową porą, oświetlony zachodzącym słońcem
Wczoraj w południe zrobiliśmy sobie spacer na drugą stronę fiordu i spowrotem. Zdjęcia z mostu wyglądają trochę jak lotnicze, bo jest dość wysoki. Widać ścieżki wydeptane przez turystów chodzących po skałkach.
I jeszcze panorama fiordu
A wieczorem, Zenek ruszył na ryby, bo zaczął się przypływ. Ja ruszyłam na most zrobić kilka zdjęć.
To Zenek z wędką - wczoraj były trzy czarniaki, przedwczoraj też trzy, więc dziś mamy darmowy obiad.
To kotłujące się rybki, które w czasie przypływu płyną sobie do fiordu, a na skałkach widać wędkarzy próbujących je złapać
Wczoraj wiry były takie sobie - to jeden z bliska 
i ogólna panorama. Z góry wygląda to tak: widać wyraźną "rzekę" płynąca bardzo szybko przez przesmyk, a wiry tworzą się na brzegach, gdzie silny prąd spotyka się ze spokojną wodą z fiordu.
Wielkość i intensywność wirów zależy od pogody, fazy księżyca i pewnie tysiąca innych czynników, tak, że nie ma się pewności jakie one będą. My chyba trafiliśmy na te łagodniejsze - no cóż, nie można mieć wszystkiego!
Za to mew mamy pod dostatkiem - latają lotem koszącym, brudzą wszędzie niemiłosiernie
 i strasznie skrzeczą. Najbardziej skrzeczenie jest denerwujące w nocy, gdy stado lata ci nad sypialnią i robi hałas, jakby je ktoś skubał z piór. Tu jedna z nich odpoczywa na jednej nodze na lampie na moście - trzeba uważać gdy się spaceruje.
Mieliśmy wczoraj odwiedziny norweskiego kowboja na kampingu
I jeszcze fotografując następny egzemplarz flory, udało mi się zrobić ładne zdjęcie ...muchy! To dzięki Bogu nie gryzła, woli nektar z kwiatów.
Później pójdziemy polować na większe wiry - przypływ zaczyna się około południa, więc może uda się zrobić jakieś zdjęcia.

środa, 23 lipca 2014

Jeździmy i obserwujemy sobie różne rzeczy. Na przykład - na kampingach (ale nie tylko, bo często widać je przy domach) sa takie oto sześciokatne budki,
które są miejscami do grilowania. Tak wygląda środek jednej z nich
Nie zaobserwowaliśmy, by ktoś to używał, ale chyba dlatego, że wszyscy grilują na zewnątrz - pogoda jest tak wspaniała, że nie trzeba się chować pod dach. Ale potrafię sobie wyobrazić rodzinkę Norwegów grilujących steki z łosia lub łososia w ciemną noc polarną.
Dziś dużo jechaliśmy przez tereny górzyste
i mieliśmy po drodze z piętnaście tuneli - od takich 30-to metrowych do 5-cio kilometrowych.
Oczywiście nie prakowało też widoczków jeziorno-fiordowych.
I na zakończenie jeszcze kilka dziko rosnących kwiatów.
Jesteśmy już w Saltstraumen, więc jutro będzie relacja z największych wirów wodnych na świecie.

wtorek, 22 lipca 2014

Dziś nie będą Was katować następnymi krajobrazami, bo i tak zdjęcie nie oddaje naturalnych widoków. Tylko jedna panorama - zjechaliśmy dziś z wysp, krajobrazy sa bardziej górzyste, na szczytach pojawia się znów śnieg, a na wyspach nie było go widać.
Te skały po lewej są wyślizgane przez lodowiec i prawie się świecą.
Przejeżdżaliśmy dziś przez Narwik. W okolicy jest dużo miejsc upamiętniających walki o Narwik w 1940 roku
Pamiętają tu także o wkładzie Polaków w te walki:
Narwik był praktycznie cały zniszczony,
 a w fiordzie do dziś leżą wraki statków.
Cały teren walk wyglądał tak:
a chodziło o zapanowanie nad linią kolejową ze szwedzkiej Kiruny do Narwiku, linię którą dostarczano rudę żelaza. Bardzo ładnie to opisuje Wiki - hasło "Bitwa o Narwik".
 Obecnie linia ta też pracuje i dalej wozi rudę ok 30 mln ton rocznie.
I jeszcze dwa zdjęcia - nowo budowany most przez fiord - data ukończenia 2017, to już chyba tu nie wrócimy, by sprawdzić jak wygląda.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Ruszyliśmy dalej, zachodnią stroną wyspy Andoya. I po raz kolejny zmieniły nam się krajobrazy
wybrzeże jest tu bardziej łagodne, morze płytkie i przy odpływie widać mnóstwo skałek wystających z wody.
Co kilka kilometrów pojawiała się kolejna biała plaża, a czasem można było zobaczyć kąpiących się ludzi - ot norweskie morsy.
W zasadzie to im się nie dziwię - mieliśmy dziś kolejny dzień z temperaturą powyżej 25*C.
Takie oto widoki cieszyły nasze oczy praktycznie przez całą drogę
Norwegia jest w tej chwili pełna kwiatów rosnących przy drodze. Co ciekawe prawie wcale nie widać rabatek kwiatowych przed domami - takich specjalnie uprawianych; chyba Norwedzy nie są zapalonymi ogrodnikami.
Pole rumianków
i rosnące pasjami przy drodze różowe coś, co nie wiem jak się nazywa
Dziś jesteśmy na kampingu w Evelskier i mamy białą plażę i widok na przepływające statki
Oczywiście poszłam pomoczyć nogi i zbadać strukturę białego piasku na plaży. Okazało się, że "piasek" jest zrobiomy z drobno zmielonych muszli oraz wapiennych szkieletów organizmów morskich. Świetnie to widać na zdjęciach na zbliżeniu
Zebrałam oczywiście muszle i te wapienne szkielety.
 Udało mi się też znaleźć dwie skorupki chyba po jeżowcach.
A na deser mam dla was zdjęcie naszego dzisiejszego obiadu - ryby złowione przez Zenka, ziemniaczki też norweskie (bardzo smaczne, ale nic dziwnego jak popatrzymy na cenę) ogórki polskie i wino włoskie. Prawdziwy międzynarodowy obiadek! 

niedziela, 20 lipca 2014

A dziś przy niedzieli był kompletny odpoczynek. W nocy przestało wiać, a rano cały świat byl schowany za mgłą. W południe mgła ustąpiła i wyszło słońce. Od razu zrobiło się cieplej i choć po południu wrócił chłodny wiatr, to można było się poopalać w zacisznym kąciku.
Zenek złowił dziś 2 średniej wielkości rybki, a grupa Szwedów, która pływa po morzu łódkami przywiozła 12 kilogramowe dorsze.
Szwedzi są zakwaterowani w domku i przyjeżdżają tu co roku. 
Raz złowili prawie 2 metrowego halibuta - właściciel kampingu pokazał zdjęcie. Poinformował nas także, że 2 km od kampingu mieszka polska rodzina. Nie wiem co ich zaniosło tak daleko na północ, chyba zamiłowanie do wędkarstwa i rybołóstwa, bo tu tylko to jest do roboty.
W czasie wycieczki na wieloryby też spotkałam małżenśtwo Polaków mieszkających na stałe w Norwegii, ale na południu. Są tu od 20 lat i bardzo sobie chwalą życie. Nic dziwnego - na polskie standardy są bogaci (dom w mieście, dom letniskowy w górach, łódź i inne atrakcje),  choć jak pani powiedziała do norweskich standardów to im jeszcze brakuje. Bardzo mnie zaskoczyła czystość ich języka polskiego - nie było słychać żadnego obcego akcentu.
Jutro ruszamy dalej, już w kierunku drogi RV17.
Na dobranoc (hihi słońce jeszcze u nas świeci) widok jaki mam z okna sypialni.