sobota, 16 marca 2024

Mojacar

Założenie było takie, że na noclegi odwiedzamy nowe miejsca, by sprawdzić gdzie jest fajnie. Mojacar do takich miejsc nie należy. Wyjechaliśmy z kempingu rowerem i do dyspozycji był albo chodnik, albo bardzo ruchliwa droga AL 5107. Na 3 kilometrową ścieżkę rowerową trafiliśmy jakiś kilometr od kempingu, ale szybko się skończyła.



Ścieżka biegła równolegle z drogą i deptakiem do spacerowania (też około 3 kilometrów).Po obu stronach drogi jest mnóstwo knajpek, częściowo jeszcze zamkniętych, ale widać już przygotowania do sezonu oraz hoteli różnej maści. Dobrze chociaż, że większość budynków jest śnieżno biała i na tle niebieskiego nieba fajnie to wygląda.
Plaże troszkę szarobure i kamieniste, ale dość szerokie. A za pasem zabudowy jest trochę górek, które pewnie w zimie zatrzymują wiatry z głębi lądu.
Na kempingu stanęliśmy obok załogi austriackiej, która tu zimuje już 6 rok. Pani powiedziała, że to ostatni taki tu pobyt, bo kemping zamyka się w kwietniu i w planie jest budowa hotelu w tym miejscu. Nie będziemy żałować i postanowiliśmy jutro ruszyć dalej.

piątek, 15 marca 2024

Rozpoczęliśmy obazdową część wyjazdu.

Dziś rano wyruszyliśmy w kierunku Portugalii. Plan jest taki: jedziemy sobie powolutku, na święta mamy zabukowany kemping przy granicy, ale jeszcze w Hiszpanii. Potem miesiąc na zwiedzanie Portugalii głównie interior i powrót północną Hiszpanią, a potem Francja i trochę Niemcy.

Teraz jesteśmy 3 dni w Mojacar, na kempingu El Cantar de Mojacar. Kemping jest położony nad samym morzem, jest na nim kilkanaście zimujących kamperów, ale jakością nie umywa się do Lo Monte. Obskurne łazienki, brak ciepłej bieżącej wody w zmywalni, brak basenu i jakiekolwiek zieleni, nie licząc wysokich drzew.  Jutro ruszymy pozwiedzać okolice, a dziś krótki wieczorny spacer, bo większość czasu oglądaliśmy ten żenujący spektakl z przesłuchania wodza. Chyba nie warto było!!!!

Dwa nocne zdjęcia okolic kempingu.

niedziela, 10 marca 2024

22 tydzień - ta ostatnia niedziela....

 Dwa tygodnie przeleciały lotem błyskawicy, praktycznie na "nic nie robieniu", jeśli nie liczyć wodnej gimnastyki, jeżdżenia rowerami, aprowizacji, gotowania (to ja), zmywania (to Zenek), czy spotkań ze wszystkimi wokoło znajomymi. Pogoda zrobiła się bardziej dynamiczna, więcej mamy silnych wiatrów, a wczoraj to cały prawie dzień padało i w ogóle nie było słońca. Cały Półwysep Iberyjski zasnuty był chmurami, a sztorm tym razem miał na imię Monica i w niektórych miejscach nawet przyniósł śnieg. Poniżej zdjęcie z okolic Albacete z pasma górskiego Sierra de Alcaraz - to niecałe 200 kilometrów od nas.

Ale to było wczoraj, a dziś znów ładna pogoda, wróciło słońce i choć trochę wieje, to jest to ciepły wiatr. 

Rozpoczęliśmy już pakowanie, od tygodnia przenosimy po troszku do kampera to, co jedzie z nami dalej. Mamy czas do czwartku, bo w czwartek oddajemy przyczepę, a w piątek ruszamy dalej. Jak już ruszymy, to będzie więcej relacji, bo mam nadzieję, że trochę pozwiedzamy to i będzie o czym pisać.

A dziś spotkaliśmy się na ostatnim - w tym zimowaniu - niedzielnym obiadku. Dziś dołączyła do nas Ela poznanianka i podsumowaliśmy sezon przy hiszpańskiej paelli, ale tej mięsnej, z rozrzewnieniem wspominając smak tej marisco. W przyszłym sezonie trzeba zdecydowanie więcej jeść owoców morza!!!!

Następny wpis pewnie będzie pod koniec tygodnia, nie jedziemy zbyt daleko,ale będzie to nowe miejsce.

poniedziałek, 12 lutego 2024

18-19 tydzień - nareszcie trochę popadało

Poprzedni tydzień był bardzo dynamiczny - początek bardzo ładny i ciepły, a końcówka trochę wietrzna, chłodniejsza i wilgotna. Od poniedziałku często latały nam nad głowami samoloty malując na bezchmurnym niebie ciekawe figury 

W środę zabraliśmy Elę poznaniankę na wycieczkę rowerową do Lo Pagan
i też cały czas mieliśmy pokazy lotnicze. Udało mi się zrobić fajne zdjęcie - po lewej Słońce, w środku samoloty, a po prawej taka kropka to Księżyc.
Na czwartek prognozy pogody zapowiadały silne wiatry i sztorm o malowniczej nazwie Karlotta, ale rozeszło się po kościach. Jedynie w piątek mieliśmy deszczowo i przez cały dzień nie było słońca. Sobota natomiast rano była słoneczna, po południu wietrzna, a w nocy znów popadało. Niedziela była ostatnim chłodnym dniem, bo od dziś na dwa tygodnie znów mamy lato. A dziś mieliśmy 25 stopni i zrobiliśmy aż dwie rowerowe wycieczki - jedną przed obiadem, a drugą po obiedzie. Pojechaliśmy oglądać kwitnące migdałowce.
Nie udało się podejść bliżej, bo plantacja była opłotowana, więc zdjęcie z daleka. 

Hiszpania jest jednym z trzech głównych producentów migdałów w świecie i rocznie eksportują dziesiątki ton, nie licząc tego, co zjadają sami Hiszpanie i turyści na miejscu. My też zajadamy - przepyszne solone migdały są zawsze na stanie, a i do domu też sobie przywozimy.

niedziela, 4 lutego 2024

17. tydzień - luty, luty, obuj buty

Póki co, to palców jednej ręki nam wystarczy, by policzyć dni z deszczem, a palców drugiej ręki, by policzyć dni bez słońca.  Pogoda jak dotąd koncertowa i oby tak dalej, choć strasznie tu w Hiszpanii narzekają na suszę. Sąsiednia Katalonia wprowadziła już racjonowanie wody, zakaz mycia samochodów i podlewania ogródków. Rząd zapowiada budowę następnych odsalarni wody morskiej, choć tych akurat na wybrzeżu nie brakuje. W naszej okolicy są dwa duże zakłady w San Pedro del Pinatar, a na całym wybrzeżu, to pokazuje mapka z sieci

Woda, którą używamy na kempingu na pewno też jest z odsalarni, bo jest bardzo miękka i dwie krople żelu do kąpania wystarczą na cały prysznic.

A dziś do południa pojechaliśmy na rowerki i tak wygląda plaża 4 lutego - też są amatorzy opalania i moczenia nóg w morzu

W słońcu jest naprawdę cieplutko, ale chłodny wiatr nie pozwala zapomnieć, że to ciągle luty. Dziś było dość dużo ludzi nad morzem - niektórzy się opalali, ale było też dużo spacerujących i to zarówno w letnich kreacjach jak i w kurtkach - co kto lubi.
Następny tydzień znów ma być ładny, tylko na piątek zapowiadają silny wiatr, ale tu prognozy długoterminowe to się w ogóle nie sprawdzają, więc do końca nie wiadomo czy powieje.