poniedziałek, 29 września 2025

29 września - Torini di Sangro

 Sangro to rzeka, która koło nas wpada do morza.

Dziś rano ruszyliśmy rowerami, ale dość szybko wróciliśmy, bo znów się rozpadało. Po półgodzince mieliśmy już słoneczną pogodę i mogliśmy się ruszyć dalej. Jesteśmy w środku trasy, która się nazywa Trabocchi Cycling Network czyli 60 kilometrowa trasa rowerowa poprowadzona wybrzeżem Adriatyku. 
Dla chętnych lubiących jeżdżenie po górach są też trasy w głąb lądu.

Dziś był krótki rekonesans w prawo i w lewo i takie widoki po drodze.

Jutro jedziemy odkrywać "trabocchi" - dziwne budowle przy brzegu morza.

niedziela, 28 września 2025

28 września - nad morzem.

Wczorajsza noc była bardzo burzliwa. Około 2 w nocy pioruny biły całkiem blisko nas, a rano ukazał się krajobraz po burzy - poniszczone skarpy i zwały błota gdzie nie gdzie. Zenek ruszył na rekonesans i wrócił ubłocony po kostki. 

Padać przestało koło ósmej, wyszło słońce 

i zaczęliśmy czekać, aż wszystko się trochę wysuszy. Problematyczny był pierwszy podjazd, bardzo stromy po szutrowej drodze, która została częściowo zniszczona przez wodę. Zenkowi udało się go pokonać tę górkę za trzecim razem, a przed nami wyjeżdżali Holendrzy i oni próbowali 6 razy. Baliśmy się, że całkiem rozjadą tę dróżkę, ale w końcu udało się i im i nam. Pani właścicielka powiedziała, że to taka pierwsza burza, a prowadzą ten kemping od trzech lat. Chyba będą musieli zmodyfikować zabezpieczenie skarp i utwardzenie dróg, bo przy tych zjawiskach atmosferycznych to po takich kolejnych burzach może im to wszystko popłynąć. Dalej było już trochę łatwiej, bo był asfalt, choć w niektórych miejscach cały pokryty mułem. 

Teraz jesteśmy już nad morzem. Żadnych górek, całkiem płasko. Stoimy w pierwszej linii brzegowej i z okna mamy widok na plażę.

Plaża jest kamienista i mamy ścieżki rowerowe na prawo i lewo od kempingu. Morze dziś z falami, będzie się dobrze spało. 

sobota, 27 września 2025

27 września - okolice Fermo

 Fermo to to miasteczko na zdjęciu poniżej.

Pooglądaliśmy je z daleka z kempingu Agriturismo Vista Fermo. Zenek wyszukał kemping w googlach. Prowadzi go para Holendrów i ma bardzo dobre opinie. I słusznie, ale jest jeden mankament: brak możliwości opróżnienia kasety toaletowej. Dlatego z trzech planowanych dni skróciliśmy nasz pobyt do dwóch. Wczoraj po południu znienacka pokazała się na niebie ciemna chmura, trzy razy zagrzmiało i zaczęło mżyć. I mieliśmy jednocześnie i deszczyk i słońce,
a na koniec tęczę.
Kemping jest zbudowany na zboczu góry, ale stanowiska są dobrze wypoziomowane. Zjazd z drogi głównej jest hardcorowy z nachyleniem nawet i 20 stopni i na dodatek wąski. Jak zjeżdżaliśmy z naprzeciwka nagle pojawił się bus i musiał się cofnąć do miejsca gdzie udało się wyminąć. Chcieliśmy rowerami pojechać do miasteczka obok, ale po sprawdzeniu profilu trasy daliśmy sobie spokój, bo choć jesteśmy kilka kilometrów od plaży, to tu są solidne górki.

Więc dziś było totalne nic nie robienie w ciągu dnia, a wieczorem miłe spotkanie przy lampce wina z innymi turystami. W zasadzie to byli sami Holendrzy - dobrze, że mówią po angielsku - i dwie młode Niemki. Pani właścicielka zorganizowała drobne przekąski i napitki wg uznania i spędziliśmy miły wieczór w międzynarodowym towarzystwie. 

Jutro będziemy nad morzem.

czwartek, 25 września 2025

25 września - Lido di Dante.

Zrobiliśmy sobie dziś wycieczkę rowerową nas morze i smutek nas ogarnął, bo miasteczko jest totalnie wymarłe, a plaże puste. I to jest dziwne. W Hiszpanii w styczniu można spotkać więcej plażujących niż tutaj we wrześniu.

Chcieliśmy zjeść lody, no i obeszliśmy się smakiem. W całym miasteczku tylko trzy otwarte bary i tylko w jednym zaproponowano nam jakieś rożki z brudnej lodówki, więc zrobiliśmy w tył zwrot. Jedyny otwarty sklepik to był warzywniak, a przemiła pani właścicielka dała mi garść pietruszki całkiem za frico. 

Po południu trochę się zachmurzyło. Na jutro w planie było San Marino, ale chyba sobie podarujemy, bo jak deszcz to trudno sobie pochodzić. Pojedziemy na południe i zobaczymy gdzie wylądujemy.

środa, 24 września 2025

24 września - Ravenna

 Wtorek minął nam na zakupach. Zenek wybrał kamping w środku niczego i do najbliższego sklepu są cztery kilometry. Bagietkę na kempingu można sobie zamówić, ale cena jest 3 razy wyższa niż w sklepie.

A ponieważ jesteśmy wśród pól i przyrody, to mamy różne atrakcje w postaci komarów, koników polnych, dużych ciem, które trzeba przed snem ganiać po kamperze. A dziś na kole siedziała nawet modliszka.

Rano obudził nas deszcz. Teoretycznie miało padać w nocy, ale rozpadało się nad ranem i już myśleliśmy, że przepadnie nam wycieczka do Ravenny. Około 10 chmury powędrowały gdzieś nad Adriatyk i wyjrzało słońce. Zdecydowaliśmy się pojechać rowerami - około 7,5 km w jedną stronę, a potem mozaikowe atrakcje oglądaliśmy na piechotę. Dojechaliśmy do Piazza del Popolo, gdzie można było spokojnie zostawić rowery.
Pierwszy obiekt do zwiedzania to Mausoleo di Galla Placida. Świątynia zbudowana była 1500 lat temu i jest w świetnym stanie. Ale byliśmy trochę rozczarowani, bo w środku było ciemno. Ostatnim razem w 2013 roku mozaiki na suficie były oświetlone i wyglądało to znacznie lepiej.
Potem poszliśmy do Bazyliki San Vitale. 

Tu też można pozachwycać się mozaikami, a budowla jest nietypowa bo na planie ośmiokąta i tak samo stara jak mauzoleum.

Te wszystkie mozaiki są zrobione z kawałeczków mniej więcej 5mm na 5mm. Można sobie wyobrazić ogrom pracy. 
Ośmiokątne jest także baptysterium Battistero Neoniano 
Ta nieduża budowla zawiera w środku pięknie zdobiony sufit 
w każdym narożniku ośmiokąta mozaikowe postacie proroków i marmurową chrzcielnicę słusznych rozmiarów, tak aby można było dorosłego zanurzyć w wodzie święconej. Dziś co najwyżej można by było się zanurzyć w monetach wrzucanych na szczęście, gdyby ich sukcesywnie nie usuwali. 
Potem zjedliśmy obiad - pizza i ravioli s kremowym sosie. Zenek zjadł ravioli i prawie połowę mojej pizzy, bo pizze tu serwują bardzo duże. Dziś była też lampka wina. 
Ostatnim mozaikowym obiektem była Basilica di S. Apollinare Nuowo i tylko szkoda, że w środku nie było żadnych ławek czy krzeseł, bo trudno było ustać zadzierając głowę do góry. 
Wszystkie obiekty są wpisane na listę dziedzictwa UNESCO i nic dziwnego, bo po mimo upływu czasu nadal zachwycają żywymi kolorami.