Fermo to to miasteczko na zdjęciu poniżej.
Pooglądaliśmy je z daleka z kempingu Agriturismo Vista Fermo. Zenek wyszukał kemping w googlach. Prowadzi go para Holendrów i ma bardzo dobre opinie. I słusznie, ale jest jeden mankament: brak możliwości opróżnienia kasety toaletowej. Dlatego z trzech planowanych dni skróciliśmy nasz pobyt do dwóch. Wczoraj po południu znienacka pokazała się na niebie ciemna chmura, trzy razy zagrzmiało i zaczęło mżyć. I mieliśmy jednocześnie i deszczyk i słońce, a na koniec tęczę.Kemping jest zbudowany na zboczu góry, ale stanowiska są dobrze wypoziomowane. Zjazd z drogi głównej jest hardcorowy z nachyleniem nawet i 20 stopni i na dodatek wąski. Jak zjeżdżaliśmy z naprzeciwka nagle pojawił się bus i musiał się cofnąć do miejsca gdzie udało się wyminąć. Chcieliśmy rowerami pojechać do miasteczka obok, ale po sprawdzeniu profilu trasy daliśmy sobie spokój, bo choć jesteśmy kilka kilometrów od plaży, to tu są solidne górki.Więc dziś było totalne nic nie robienie w ciągu dnia, a wieczorem miłe spotkanie przy lampce wina z innymi turystami. W zasadzie to byli sami Holendrzy - dobrze, że mówią po angielsku - i dwie młode Niemki. Pani właścicielka zorganizowała drobne przekąski i napitki wg uznania i spędziliśmy miły wieczór w międzynarodowym towarzystwie.
Jutro będziemy nad morzem.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz