Chodzenie po Materze wg map google jest bardzo zabawne. Najczęściej mapa pokazuje, że już jesteś na miejscu, a tu się okazuje, że atrakcja jest trzy piętra niżej, a znalezienie drogi czasem jest skomplikowane. Wczoraj naszukaliśmy się Casa Grotta del Barisano, a w końcu trafiliśmy do Hotel San Giorgio al Paradiso. Do zwiedzania była ta część podziemnych grot, które nie są używane jako pokoje hotelowe.
A środek wyglądał tak:Część z tych pomieszczeń to zbiorniki na wodę deszczową. Woda była bardzo ważna, szczególnie w czasie oblężenia i wszystkie domy w tej okolicy miały swoje cysterny. Woda wpadała po prostu przez otwory w suficie.W podziemiu też była wystawiona XIV wieczna św. Jerzego walczącego ze smokiem również patrona tego hotelu. W ścianie powyżej widać wgłębienia w ścianie na lamki oliwne do oświetlania.Potem wdrapaliśmy się na najwyższy punkt Matery do Bazyliki Katedralnej. Panoramę z Piazza Duomo zamieściłam we wczorajszym wpisie, a dziś będą zdjęcia ze środka. Katedra została zbudowana w 1270 w stylu romańskim była gruntownie przebudowana w XVI i XVIII wieku, a dziś wygląda tak:Bogate zdobienia ścian i sufitów to od razu rzuciło się w oczy, ale mi najbardziej podobały się marmurowe obrazy zdobiące ołtarze - ciekawe jak bez lasera udawało się artystom tworzyć takie dzieła. W katedrze były tylko dwa witraże - aż dziw, że rozeta, która we włoskich kościołach jest zawsze kolorowa tym razem nie była. Może trzęsienie ziemi zniszczyło oryginał i nie została odbudowana. Z ciekawych bocznych ołtarzy to szopka świąteczna i relikwiarz św. Jana z Matery.
Relikwiarz został wykonany z 20 kg srebra podarowanego przez mieszkańców miasta, a święty ma kilka cudów na swoim koncie.
Zwiedziliśmy jeszcze muzeum przykatedralne ze starymi freskami, bogato zdobionymi monstrancjami, figurami świętych i dość dużą kolekją obrazów.
A po trudach zwiedzania poszliśmy na obiad - Zenek zjadł lazanię z pieca, a ja bardziej po naszemu: ziemniaki z kiełbaską z grilla. Kiełbaski były naprawdę bardzo smaczne, prawie jak nasze. Dziś pojechaliśmy drugi raz, by sobie trochę pochodzić po tych wąskich zaułkach i relacja zdjęciowa będzie jutro, bo dużo jest pracy z wyborem zdjęć i ich obróbką.
A po trudach zwiedzania poszliśmy na obiad - Zenek zjadł lazanię z pieca, a ja bardziej po naszemu: ziemniaki z kiełbaską z grilla. Kiełbaski były naprawdę bardzo smaczne, prawie jak nasze. Dziś pojechaliśmy drugi raz, by sobie trochę pochodzić po tych wąskich zaułkach i relacja zdjęciowa będzie jutro, bo dużo jest pracy z wyborem zdjęć i ich obróbką.

























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz