San Gimignano - zwany Manhattanem ze względu na ilość wież pobudowanych w mieście.
Dziś wież jest 14, ale w średniowieczu było ich 72 i były to wieże obronne, to znaczy w razie oblężenia miasta było to miejsce schronienia dla mieszkańców. Już prawie zapomnieliśmy jak piękna jest Toskania. Łagodne wzgórza, doliny, oliwki, uprawy winorośli kamienne domy, cyprysy i to wszystko zmieści się na jednym zdjęciu.Miasto stoi od średniowiecza i całkiem dobrze się trzyma, pomimo zalewu turystów z całego świata. Dziś już 20 październik, a turystów ciągle zatrzęsienie. Zjedliśmy słynne lody, ponoć najlepsze w Italii, choć trudno było porównać z innymi, bo na południu Włoch lody były tylko na patyku typu Magnum czy Algida. Ale te trzeba pochwalić - były smaczne, szczególnie czekoladowe.Potem odwiedziliśmy Kolegiatę i podziwialiśmy przepiękne freski. Całe wnętrze jest bogato dekorowane. Poniżej ołtarz główny pośrodku i charakterystyczne kolumny po obu bokach kościoła.Ściany boczne od podłogi do sufitu są pokryte scenami z życia Jezusaa sufit wygląda jak gwiaździste niebo
Ołtarze boczne też są bogate w dekoracje.I jeszcze witraże - tylko dwa kolorowe, jeden bardziej współczesny, a drugi pewnie oryginalny.Potem pochodziliśmy sobie jeszcze po wąskich uliczkacha na koniec zasłużony posiłek. Dziś mieliśmy ochotę na pizzę - Zenek swoją zjadł całą i jeszcze trochę z mojej, a ja wyjadłam zieloną rukolę i resztę zabrałam na kolację.Jutro chyba pojedziemy dalej, niż genueński się wypadał i może będzie lepsza pogoda.










































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz