Wczoraj mieliśmy końcówkę sztormu, fale trochę mniejsze, ale ciągle wiało dość solidnie.
Niebo przeważnie było zachmurzone, choć zdarzały się przebłyski błękitu. Poszliśmy na spacer z kijkami i mało co mi rozumu nie wywiało z głowy.A dziś od rana żadnej chmurki na niebie, choć temperatury były niezbyt wysokie. Zrobiliśmy sobie wycieczkę na południe tym razem, ale po 4 km piękna ścieżka rowerowa zmieniła się w rowerowy off road - całe 2 kilometry kamienistej trasy. Mniej więcej połowę udało się przejechać, ale przez kilometr to prowadziliśmy rowery. To co na zdjęciu poniżej to pozostałość trasy kolejowej, którą ścieżka była prowadzona - jak widać morze zabrało kawałek dawnej infrastruktury kolejowej.
Dojechaliśmy do Lido di Casalbordino i odkryliśmy przepiękną plażę - całą piaszczystą z miodowym drobniutkim piaseczkiem.A za plecami mieliśmy piękny widok na górę Amaro - 2790 m.n.p.m. (to więcej niż nasze Rysy!)Ten śnieg na szczycie to chyba opady sprzed trzech dni - na wybrzeżu lał deszcz, a w górach popadał śnieg. Góra Amaro jest drugim co do wysokości szczytem włoskich Apeninów.I jeszcze takie widoczki z wycieczki
A na koniec coś dla fanów włoskiej motoryzacji - FIAT w wersji bardzo mini i na dodatek elektryczny.Pan właściciel pozwolił zaglądnąć do środka i jeszcze na koniec zrobił mi zdjęcie. Fiat ma zasięg 70 km, to tak jak nasze rowery i można go podłączyć do zwykłego przedłużacza. Cudeńko.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz