poniedziałek, 27 października 2025

27 październik - Saintes-Maries-de-la-Mer

Kemping, na którym stanęliśmy - La Brise de Camargue - jest ogromny i w dalszym ciągu dość dużo stanowisk jest zajętych. Jest gdzie pojeździć rowerami i jak ktoś lubi długie spacery to też jest gdzie pochodzić. Wczoraj poszliśmy na zwiedzanie miasteczka - była niedziele i prawie wszystkie parkingi były zajęte. Miasteczko jest urokliwe. Dawniej wioska rybacka, dziś ośrodek turystyczny, ale historią sięga do IV wieku. Najokazalszą budowlą jest kościół, który nazywa się tak samo jak miasteczko, czyli Trzy Marie z Morza. 

Krętymi schodami weszliśmy na dach kościoła i można było podziwiać widoki po horyzont.
Kościół został budowany od IX do XII wieku jako forteca i schronienie w razie najazdów, a dziś jest głównym miejscem kultu religijnego Romów nie tylko z Francji. 
Pod głównym ołtarzem jest dodatkowe pomieszczenie też z ołtarzem i figurą św. Sary, która jest patronką Romów.
Najsłynniejszą osobą związana z miasteczkiem jest Vincent van Gogh. Kilka jego obrazów powstało tutaj, a to jeden z nich - niestety tylko kopia, bo oryginał jest w Zurychu 
Trafiliśmy na tę kopię oglądając te małe domki - jest tu cała uliczka, gdzie stoi ich cały rządek.
Marina nie jest taka okazała jak w San Remo i głównie były jachty żaglowe i nic dziwnego, bo po tych otwartych przestrzeniach wiatr hula przez cały czas.
Okolica słynie z hodowli byków i koni, które rodzą się brązowe , a w wieku 4-5 lat linieją i są białe. I faktycznie, widzieliśmy kilka pasących się w czasie podróży tutaj i wszystkie były z białym umaszczeniem.

A dziś zrobiliśmy sobie wycieczkę rowerową wzdłuż brzegu morza i na słonych rozlewiskach trafiliśmy na kilka stad flamingów.
Fajnie nam się jechało tam, ale z powrotem było pod wiatr. Dobrze, że mamy rowery elektryczne, to mieliśmy wspomaganie.
I na koniec coś pysznego - czekoladowy fondant, który został upieczony na zamówienie i warty był dłuższego oczekiwania. Niebo w gębie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz