Co prawda jesteśmy już we Francji, ale dziś jeszcze o San Remo. Nasze aktywności ostatnio dostosowujemy do pogody, a późno październikowa pogoda jest kapryśna. Dobrze, że choć nad Morzem Śródziemnym jest w miarę ciepło.
Wybraliśmy się na zwiedzanie San Remo i w zasadzie nie było co zwiedzać. Główna ulica to kilka ładnych secesyjnych budynków, deptak z mnóstwem sklepów, przeważnie z ciuchami i jubilerskich. Zenek ma fotkę na czerwonym dywanie kasyna
a ja pogapiłam się na brylanty, rubiny i ametysty na wystawach sklepów. Potem poszliśmy pooglądać cerkiew w środku.
i trochę byłam rozczarowana, bo spodziewałam się trochę więcej przepychu. Ale kopuły zdobiące dach są ładne.Potem pojechaliśmy pooglądać wzburzone morze, bo całą noc solidnie wiało, a i w ciągu dnia wiatr też był silny. Dobrze, że świeciło słońce i było ciepło.Kemping w San Remo wykasował nas aż po 42 eu za noc doliczając do regularnej ceny jakieś dodatkowe opłaty ekologiczne i pobytowe. Zenek stwierdził, że San Remo to taki zamiennik dla MonacoDziś już jesteśmy we Francji w miejscowości Saintes-Maries-de-la-Mer otoczeni wodą z każdej strony. Czekamy, aż temperatura wzrośnie i pojedziemy na rozpoznanie terenu. Jesteśmy w samym środku bagnistego terenu w delcie Rodanu i dobrze, że jest późna jesień i nie ma już komarów, bo by nas zjadły.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz